| |
Pechowy statek 'The
Penguin'.
W czasie długoletniej służby zdarzyła się
Jackowi, niezawodnemu
pilotowi w Cieśninie Cooka, bardzo przykra przygoda. Otóż w czasie jednej
z podróży między wyspami podpity pasażer strzelił do
Jacka i zranił go. Był to pasażer ze statku 'The
Penguin'. Pelorus Jack odpłynął pozostawiając za sobą smugę
krwi. Niewiele brakowało, aby podpity pasażer nie
został zlinczowany. Kapitan go uratował. Przez jakiś
czas Pelorus Jack nie pojawiał
się przy statkach. Przez kilka tygodni statki
pozbawione były swojego wiernego pilota. Jaka więc była
radość wszystkich, kiedy okazało się, że przebaczył ludziom i wrócił
do służby.
Ale nie koniec na tym. Od tego czasu Jack nigdy nie
pojawił na oczy pasażerom statku parowca 'The
Penguin'.
Doskonale odróżniał go od innych statków, pewnie ze
słuchu, z którymi
nie miał przykrych przejść. Był to stosunkowo nieduży
statek pasażerski (67 m, 824 ton), ale wyposażony w
nowoczesny, jak na owe czasy, sprzęt nawigacyjny i
dowodzony przez doświadczonego kapitana.
Jednak 12 lutego 1909 w czasie podróży z Picton do Wellingtonu
ze 105 osobami na pokładzie statek rozbił się na skałach
nie dotarłszy do celu. Uratowało się tylko 30
osób. Była to tragedia, biorąc pod uwagę liczebność
mieszkańców kraju, na
skalę 'Titanica', najpoważniejszy nowozelandzki
wypadek morski ubiegłego wieku.
Zemsta Jacka? Nie. Jacka przy tym nie było. Po prostu
niezwykły zbieg okoliczności, w którym wplątany był
pamiętliwy Pelorus Jack, pijany pasażer i kilkudziesięciu
przypadkowych pasażerów - ofiar wypadku. Wraka nie znaleziono.
il.: 'The Penguin'
[QZD07::066];[QEP25::101];[QEP21::061]a
w sieci:23.10.2005
|
|