| |
Delfin Pelorus Jack - pilot morski.
Niektórzy są
zdania, że opowiadania Pliniusza o niezwykłych cechach
delfinów, że wiele wątków zawartych w opowiadaniach
podróżników bardziej nam współczesnych, można między
bajki włożyć. Na pewno nie są i nie będą tego
zdania Nowozelandczycy, od stuleci obeznani z morzem i
niezwykle wrażliwi na wszelkie sprawy związane ze światem
żywym ich kraju i akwenu.
Od samego początku zasiedlenia wysp nowozelandzkich (około
tysiąc lat temu), komunikacja morska była podstawową umiejętnością
mieszkańców. Nie tylko żegluga pacyficzna była
ważna, ale też przybrzeżna. Wystarczy popatrzeć na
niesamowicie poszarpane brzegi, tysiące wysp, cieśnin,
zatok, przesmyków jakimi obdarzony jest ten kraj.
Oto Cieśnina Cooka oddzielająca Wyspę Północną od
Południowej. Zawsze niespokojna, nieprzewidywalna.

A poniżej północny skrawek Wyspy
Południowej. Pomiędzy tymi naturalnymi przeszkodami
przemykać musiały najpierw łodzie, potem żaglowce,
parowce, bez żadnych namiarów satelitarnych, bez
dokładnych map. I tu właśnie niespodziewanie wyciągnął
do żeglarzy pomocną płetwę słynny delfin Pelorus.
Zaobserwowano go w roku 1871 z kutra
płynącego między wyspami. I już szykowano harpun, żeby go ubić, był to czas dochodowego
wielorybnictwa, kiedy uratowało go wstawiennictwo pasażerki
kutra. Delfin trzymał się statku przez całą dobę, a
potem przez kilkadziesiąt lat w tych stronach towarzyszył statkom. (Być może opisywany w latach
1888 - 1912 był
już innym delfinem, ale usługi świadczone były te
same).
Spotykał statki na odcinku bardzo niebezpiecznym,
prowadzącym do przesmyku French Pass. Odcinek znany był
z niebezpiecznych prądów i raf, dosłownie setki statków
znalazło tu swój koniec. Pelorus Jack, jak go nazwano
pieszczotliwie, pilotował statki dniem i nocą między
zdradliwymi rafami. Tak się do niego przyzwyczajono, i on do
statków, że po prostu kapitanowie czekali na Jacka aż
się pojawił, zanim ruszali w dalszą drogę. Wolał
parowce niż jachty, wyprzedzał, ocierał się o nie i
podprowadziwszy statki na bezpieczniejsze wody odpływał załatwiać swoje
sprawy. W roku 1911 zrobiono mu nawet zdjęcie (obok). Fachowcy
określili, że był to rzadki okaz Grampus griseus
(delfin Risso), pól-albinotyczny samiec i jak Moby Dick,
samotnik.
W początku wieku, kiedy Jack był już sławny, pastor
D. C. Bates wszczął starania, by Jacka objąć
opieką prawną. W tym czasie opiece podlegały tylko ryby, a
nie ssaki, i to tylko opiece gatunkowej, a nie
indywidualnej. I we wrześniu 1904 weszła w życie
proklamacja zabraniająca przez pięć lat polowania na
'ssaka lub' rybę zwaną Risso dolphin w Cieśninie
Cooka. W roku 1911 przedłużono zakaz, niestety Pelorus
Jack już nie skorzystał z tego aktu prawnego,
pierwszego aktu chroniącego konkretnego
zwierzaka. Zginął, prawdopodobnie w kwietniu 1912
r., z ręki norweskich wielorybników, którzy pewnie nie
wiedzieli o zakazie. W tym czasie mała flota norweska
kręciła się w tych stronach.
O Jacku napisano niezliczone mnóstwo artykułów prasowych, wydawano pocztówki, napisano kilka
książek,
śpiewano pieśni. Jedną w stylu melodii z festynów
ludowych bardzo popularnych w owym czasie posłuchać
można tutaj. A inną piosenkę o Jacku, w stylu
folk-song posłuchać
można tutaj (242 kb)
[QZD07::051];[QEP21::061]a;[QAB01::568]p61;[RCP00::023];[QEP25::101]
w sieci:23.10.2005
|
|