Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VI; No 1184

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco


 

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Delfin Pelorus Jack - pilot morski. 

Niektórzy są zdania, że opowiadania Pliniusza o niezwykłych cechach delfinów, że wiele wątków zawartych w opowiadaniach podróżników bardziej nam współczesnych, można między bajki włożyć. Na pewno nie są i nie będą tego zdania Nowozelandczycy, od stuleci obeznani z morzem i niezwykle wrażliwi na wszelkie sprawy związane ze światem żywym ich kraju i akwenu. 
Od samego początku zasiedlenia wysp nowozelandzkich (około tysiąc lat temu), komunikacja morska była podstawową umiejętnością mieszkańców. Nie tylko żegluga pacyficzna była ważna, ale też przybrzeżna. Wystarczy popatrzeć na niesamowicie poszarpane brzegi, tysiące wysp, cieśnin, zatok, przesmyków jakimi obdarzony jest ten kraj. 
Oto Cieśnina Cooka oddzielająca Wyspę Północną od Południowej. Zawsze niespokojna, nieprzewidywalna. 

 

A poniżej północny skrawek Wyspy Południowej. Pomiędzy tymi naturalnymi przeszkodami przemykać musiały najpierw łodzie, potem żaglowce, parowce, bez żadnych namiarów satelitarnych, bez dokładnych map. I tu właśnie niespodziewanie wyciągnął do żeglarzy pomocną płetwę słynny delfin Pelorus. 

Zaobserwowano go w roku 1871 z kutra płynącego między wyspami. I już szykowano harpun, żeby go ubić, był to czas dochodowego wielorybnictwa, kiedy uratowało go wstawiennictwo pasażerki kutra. Delfin trzymał się statku przez całą dobę, a potem przez kilkadziesiąt lat w tych stronach towarzyszył statkom. (Być może opisywany w latach 1888 - 1912 był już innym delfinem, ale usługi świadczone były te same). Spotykał statki na odcinku bardzo niebezpiecznym, prowadzącym do przesmyku French Pass. Odcinek znany był z niebezpiecznych prądów i raf, dosłownie setki statków znalazło tu swój koniec. Pelorus Jack, jak go nazwano pieszczotliwie, pilotował statki dniem i nocą między zdradliwymi rafami. Tak się do niego przyzwyczajono, i on do statków, że po prostu kapitanowie czekali na Jacka aż się pojawił, zanim ruszali w dalszą drogę. Wolał parowce niż jachty, wyprzedzał, ocierał się o nie i podprowadziwszy statki na bezpieczniejsze wody odpływał załatwiać swoje sprawy. W roku 1911 zrobiono mu nawet zdjęcie (obok). Fachowcy określili, że był to rzadki okaz Grampus griseus (delfin Risso), pól-albinotyczny samiec i jak Moby Dick, samotnik. 
W początku wieku, kiedy Jack był już sławny, pastor D. C. Bates wszczął starania, by Jacka objąć opieką prawną. W tym czasie opiece podlegały tylko ryby, a nie ssaki, i to tylko opiece gatunkowej, a nie indywidualnej. I we wrześniu 1904 weszła w życie proklamacja zabraniająca przez pięć lat polowania na 'ssaka lub' rybę zwaną Risso dolphin w Cieśninie Cooka. W roku 1911 przedłużono zakaz, niestety Pelorus Jack już nie skorzystał z tego aktu prawnego, pierwszego aktu chroniącego konkretnego zwierzaka.  Zginął, prawdopodobnie w kwietniu 1912 r., z ręki norweskich wielorybników, którzy pewnie nie wiedzieli o zakazie. W tym czasie mała flota norweska kręciła się w tych stronach. 
O Jacku napisano niezliczone mnóstwo artykułów prasowych, wydawano pocztówki, napisano kilka książek, śpiewano pieśni. Jedną w stylu melodii z festynów ludowych bardzo popularnych w owym czasie posłuchać można tutaj. A inną piosenkę o Jacku, w stylu folk-song posłuchać można tutaj (242 kb)

[QZD07::051];[QEP21::061]a;[QAB01::568]p61;[RCP00::023];[QEP25::101]
w sieci:23.10.2005

 u góry: delfin rzeczny, Południowa Ameryka


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

wrzesień 2005
v.85

  Site Meter