| |
Pies
na liście wyborczej.
W
Nowej Zelandii nie ma obowiązku głosowania, nie ma też
obowiązku meldowania się w miejscu zamieszkania, ale obowiązuje
rejestracja na listę wyborców i zgłaszania zmian
miejsca zamieszkania przed kolejnymi wyborami. Tak więc
lista wyborców stanowi spis obywateli kraju.
Pan Peter Rhodes z Queenstown na Wyspie Południowej, uznając
swojego psa Tobiego za członka rodziny i oczywistego Nowozelandczyka, zgłosił go na listę wyborczą posługując
się oficjalnym formularzem. W rubryce nazwisko podał
Toby Rhodes, bo taki tu obyczaj nazywania zwierząt
domowych. Na przykład kiedy
weterynarz przypomina właścicielom psów i kotów o
terminie szczepienia, wysyła zawiadomienie nie na adres
właściciela psa, ale na adres psa czy kota np. 'Mr.
Toby Rhodes', itd. W rubryce zawód podał, zgodnie z
prawdą - 'tępiciel gryzoni'. Podpis stanowił
nieczytelny zawijas i odcisk psiej łapy. Zgłoszenie
zostało zaakceptowane i Toby nabrał legalnych praw
wyborczych, nie wziął jednak udziału w głosowaniu.
Nowa Zelandia przoduje pod względem postępowości
uprawnień mniejszości narodowych, mówi się uznaniu
prawa szympansów, zresztą pierwsza w świecie przyznała
prawa wyborcze kobietom. Należy oczekiwać, że w
przyszłości zwierzęta domowe i szympansy będą nie
tylko wyborcami, ale będą też wybierani do władz. To
oczywiście daleka przyszłość. Tymczasem Peter Rhodes
stanął przed sądem, bo władze nie uznały jego postępowej
intencji.
Gdyby się rzecz wydarzyła w Australii, Toby, jako
wyborca, za uchylenie się od głosowania, zapłacić by
musiał 50$ grzywny. Tu, oczywiście nic mu nie
grozi, ma natomiast wszelkie szanse, ze względu na
uzyskany rozgłos, zostać posłem w przyszłych
wyborach.
[QZD07::049];[QEP25::001]
w sieci: 1.10.2005
|
|