| |
Tui
- nektaropij.
Pod moim oknem, skąd poprzez
mocarne kauri widzę zatokę Manukau, rośnie
rozłożysta czereśnia japońska (Prunus serrulata,
prawdopodobnie cv. Kanzan). Nie owocuje, choć
kwitnie potężnie. Na wiosnę jest wyłączną
własnością rodzinki tui, przepięknego
nowozelandzkiego 'ptaszyska z krawatem' (Prosthemadera novaeseelandiae,
rodzina Meliphagidae). Jest to stworzenie o
czarnym upierzeniu, jak na ptaka dość pokaźne, choć
wstyd przyznać, obciążone seksualną dyskryminacją -
(samiec 31 cm, samica 29 cm) - i pięknie irydującym na
ciemno niebiesko-zielono upierzeniem. Na podgardlu
wyłazi mu kilka srebrzystych białych piórek, zawsze
uporządkowanych, wystających poprawnie, jak krawat
dobrze wychowanego oksfordczyka (jak on je tak porządkuje,
skoro nie ma do nich dostępu 'ani ręką ani nogą?).
Już James Cook w 1777 opisywał, że mięso tego ptaka
jest wspaniałe. Na szczęście, nie wszystko zjedzono,
więc mogę dalej tym ptaszyskiem się delektować
wizualnie i akustycznie.
Tui, mimo że wcale nie przypomina kolibra, przepada za
nektarem. Chyba to największy nektarojad (nektaropij?)
tych stron. Od najwcześniejszych godzin rannych
przegląda wszystkie kwiaty na moim drzewie i starannie
wypija nektar. Nie może to robić jak kolibry i fruwać
przed kwiatem, siaduje więc na gałązkach, ale pija
sprawnie wyczyniając różne gimnastyczne sztuki. Pije
też do 'góry nogami', bo przecie delikatne gałązki
gną się pod jego ciężarem (czasem nawet się łamią,
niestety).
Często też 'popuszcza' pijąc, boć pije wiele, to
musi. Ale nigdy nie 'popuścił' w pozycji 'do góry
nogami'! Pewnie wie, że wtedy by się nieelegancko
obfajtał, bo fajta, jak to ptaki, na biało, o ile nie
obeżre się na czerwono.
Ptaszysko
to też ma niezwykłe umiejętności śpiewacze. Koncerty
daje niesamowite, często naśladowcze. Na przykład
potrafi naśladować zwodniczo tutejszego bellbird -
mniejszego ptaszka (20 cm), co to lata jak skowronek pod
niebo, wyśpiewuje swoje, i przepada w gąszczu. Głupio
mi się przyznać jako biologowi i Polakowi, ale
słuchając tego ptaka (Anthornis melanura, po
maorysku Korimako albo Makomako) na
emigracji, po raz pierwszy pomyślałem, że chyba jego
śpiew jest piękniejszy niż skowronka.
Do dziś mam o to wyrzuty sumienia, ale co można
zrobić z biologicznymi wyrzutami sumienia? A może
uznanie obcego piękna przyrodniczego jest prawdziwym
dowodem osobistym emigranta? (cd.)
[QZD07::028];[RPU02::045];ART34035p5
w sieci:25.9.2005
|
|