|
Internet
a solidność informacji.
Jest aspekt
informacyjny, na który warto zwrócić uwagę w rozważaniach
o nowym wspaniałym świecie internetowym i blogach. Obecnie
'google' wentylują przez kilka sekund na jedno stuknięcie
w klawiaturę ponad 8 miliardów stron internetowych (w
tym 260 milionów witryn o treści porno). Przy tym
liczba stron wzrasta lawinowo. Oznacza to, jakbyśmy
mieli dostęp do biblioteki zawierającej 8 miliardów
tomów, najczęściej ilustrowanych, zaopatrzonych w
natychmiast dostępne odsyłacze (t.zw. linki), a także
materiały, które poprzednio można było znaleźć
tylko w zbiorach specjalnych, jak filmy, ilustracje
akustyczne czy muzykę. Jest to prawie o trzy rzędy
wielkości więcej, niż dysponują największe
biblioteki światowe, i to o tysiąckrotnie szybszym
dostępie.
Niestety, informacja internetowa hoduje w sobie samobójcze
chwasty, które coraz bardziej się rozpleniają, podważając
samą istotę przekazu informacji. Na każdą bzdurę,
na każdy nonsens, tak samo jak na każdą zdrową myśl
i ideę znaleźć można w sieci mnóstwo argumentów
za, i tyle samo argumentów przeciw. Na każdy rzeczowo
zarejestrowany fakt można znaleźć równie rzeczowo,
lub nawet bardziej przekonywująco opisane jego
zaprzeczenie. Dotyczy to zarówno spraw historycznych,
biologicznych, medycznych, że nie wspomnę filozofii,
mistyki i idei różnych nawiedzeńców. Najgorsze jest
jednak to, że Internet nie daje żadnych wskazówek co
do wiarygodności danych, czy solidności źródeł i
spolegliwości autora. Jeśli nie jest się wąskim
specjalistą i nie ma się możliwości wielokrotnego sprawdzania każdego szczegółu, można
zostać wyprowadzonym kompletnie na manowce. A
sprawdzanie polega zwykle w oparciu o źródła książkowe
lub poważne czasopisma naukowe, gdzie materiał
weryfikowany jest przed publikacją przez fachowców.
Rzeczoznawcy jednak, przez ostrożność i asekuranctwo nie
zaakceptują pomysłów zbyt nowatorskich, czy idei
niestandardowych. I tak
wracamy do pogardzanej zasady stosowanej w szacownych
publikacjach - zasady recenzowania prac przez wydawców.
I kółko się zamyka. Pozostaje w
tedy blog lub osobista witryna mająca wszystkie wady omówione
poprzednio.
Jedną z ciekawych i pożytecznych wersji blogów są
informacje zapisywane na gorąco i puszczane w świat w
postaci blogów przez uczestników różnych konferencji lub
specjalnych wysłanników. Zanim zdołają się podzielić
uwagami ze swoim środowiskiem
naukowym, koledzy mają wiadomości natychmiast i to z
pierwszej, fachowej ręki (czasem nawet z materiałami).
W sumie jednak, nadmiar informacji dostarczanej przez
Internet powoduje szum informacyjny. Nadmiar informacji
prowadzi do braku informacji. Pozostawia to blogi na
marginesie przekazu spolegliwej informacji. Niestety. W
pełni zachowana jest przynajmniej ich rola
auto-terapeutyczna, z czego całe chmary wariatów i
nawiedzonych korzystają bez ograniczeń.
Mimo wszystko, blog będzie trwałym
zjawiskiem w komputerowym świadku, wejdzie też do języka
codziennego w tej postaci, bo trudno coś polskiego
wynaleźć. Trzeba być przygotowanym na samo słowo i różne
jego pochodne.
Ot, choćby kilka, jakie przychodzą do głowy:
bloger, blogerka, blogacz, blogista,
blogomancja, blognoza, blogarstwo,
blogomania, blogunka = blogorrhea, blogonania,
blogoflirt, blogołajza, blogodziwka, blogojędza,
blogorgazmista.
i wyrażenia, np: zblogowałem się i mi ulżyło, wybloguj to - nie duś
w sobie, blognąłem sobie, itd, itp.
Zapewne wkrótce też usłyszymy w
kontaktach osobistych na pytanie: 'haj, sie masz',
odpowiedź - "fajn, luknij do mojego bloga..".
Po co tracić czas na próżną gadaninę, lepiej poświecić
czas na pisanie bloga.
[QZD07::037];[QEP21::071][QEP24::030]
w sieci:10.9.2005
|
|