Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VI; No 1135
Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

a

 

 

.

 

 

 

Jedno zdumienie dziennie..

.

 

 

Malarstwo biologiczno-surrealistyczne Desmonda Morrisa. [cz. I]
[o książce Silvano Levy: Desmond Morris - 50 years of surrealism]
[wyd.: Barrie and Jenkins, London, 1997]

Nie znam się na malarstwie. Mam pokaźną kolekcję albumów z reprodukcjami dzieł sztuki, byłem we wielu muzeach, ale zawsze tylko jako konsument i to z pewnym zawodowym wyczuleniem na tematykę biologiczną. I z tego też tytułu zachęcam do zainteresowania się książką Silvano Levy przedstawiającą pięćdziesiąt lat pracy artystycznej znanego biologa brytyjskiego - Desmonda Morrisa.
Desmond Morris znany jest przede wszystkim z wielu publikacji popularyzujących zagadnienia biologiczne. Ten rodzaj popularyzacji wiedzy nazwałbym 'popularyzacją odkrywczą'. Autor, sam zresztą badacz wysokiej rangi, ze znanych faktów wyciąga często zaskakujące wnioski, na które nie mogą pozwolić sobie wąscy specjaliści najwyższej nawet klasy. 
Tak było z 'Nagą małpą', która wywołała tyle samo kontrowersji co i zainteresowania, została przetłumaczona na wiele języków, a równocześnie w niektórych krajach szła na stos jak w średniowieczu. Zdarzyło się też, że cały nakład 'Chicago Tribune' poszedł na przemiał tylko dlatego, że na jego łamach pojawiły się wypowiedzi pochwalające tę książkę.

Psycholodzy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jedni interesują się sztuką, potrafią tworzyć dzieła sztuki, a inni tego nie potrafią. Zainteresowania Morrisa sztuką rozpoczęło się we wczesnym dzieciństwie i to w dziwnych okolicznościach.
Jako dziecko odgrzebał na strychu siedemnastowieczne dzieło anatomiczne Nehemiaha Grew, a także stary mikroskop i skrzynkę preparatów mikroskopowych wykonanych przez jego pradziadka, entuzjastycznego naturalistę czasów wiktoriańskich. Abstrakcyjne formy widziane przez mikroskop, przedziwne ilustracje anatomiczne ze sparciałych foliałów miały dlań urok nie do odparcia. I tak już pozostało na całe życie.

Wynikiem tego zainteresowania jest kilkaset obrazów w stylu surrealizmu, przy tym tematyka ich tworzy prywatny, biologiczny światek zaludniony dziwnymi tworami, które twórca sam nazywa biomorfami. Nasuwa się tu spostrzeżenie, że w dobrym malarstwie biologicznym takich sław jak Audubon, Hooker, Marianne North,  czy współczesnych twórców z tego końca świata jak Rei Hamon, uderza przede wszystkim to, że obraz czy rysunek zawiera więcej biologicznej prawdy niż zdjęcie tego samego obiektu. Jeśli obraz jest poprawny, jest wtedy pewnym twórczym uogólnieniem, gdzie sztuka fotograficzna w zasadzie poddaje się.

Desmond Morris nie ilustruje artystycznie żadnej konkretnej grupy systematycznej. Jego surrealistyczne spojrzenie na świat dotyka, daje wgląd w to, jaki świat mógłby być, a może był, pokazuje niezrealizowane lub niezachowane formy przyrodnicze. Mnie jego biomorfy przedstawione w różnych 'artystycznych sytuacjach ekologicznych' najbardziej przypominają jakby próby ewolucji, wprawki czy ewolucyjne etiudy, które z jakichś względów, nie dochowały się, nie odniosły zwycięstwa w walce o byt. Można też twórczość Morrisa jako próby przedstawienia 'ewolucji alternatywnej'. Analiza obrazów Morrisa przywodzi na pamięć przedziwne formy biologiczne odkryte w Burgess Shale, formy które istniały a wyginęły, jak sugeruje S. J. Gould w swojej analizie wykopalisk z Burgess Shale. Jego zdaniem, wyginęły wcale nie w wyniku doboru naturalnego, ale w wyniku zdiesiątkowania przez ślepe siły natury. Gould nazywa to decymacją.

Jest w obrazach Morrisa wiele aluzji, wiele surrealistycznego seksu, które z lubością autor monografii analizuje. Przyznaję, z pewnym niesmakiem, z brakiem zaufania czytałem długaśne opisy poszczególnych obrazów, w których to opisach Levy mówi, 'co artysta chciał przez to powiedzieć'.

Surrealizm trudno czasem odróżnić od naigrawania się z próżności znawców 'prawdziwej sztuki'. Bywają jawne żarty, bywają i ukryte. Stąd nadmierna interpretacja prowadzić może na manowce...

Moim zdaniem obrazy Morrisa trzeba oglądać bez takiego szkolnego wprowadzenia. Potrzebna jest jednak pewna wiedza biologiczna, bo skojarzenia mają tu zdecydowanie podkład biologiczny, głównie z zakresu zoologii czy 'zwierzydełek' z Burgess Shale, ale też biologii molekularnej. 

Szkoda, że artysta kompletnie pomija tematykę botaniczną. No cóż, nie każdy jest ideałem..

Zeskanowałem kilka obrazów Morrisa i w znacznym zmniejszeniu przedstawiam w następnej notce.   

[QZD07::029];RCP05014-Mor
w sieci: 9.9.2005

 

.

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


styczeń 2005

v.56

  Site Meter