Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VI; No 1107

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

... droga do Anglii..

 

 
.

(ciąg dalszy wspomnień Władysława Buczkowskiego, Nowa Zelandia) 
(strona poprz:. Powstanie)


Że przeżyłem tę katorgę, niewątpliwie zawdzięczam gen. Sikorskiemu, który po rozmowie ze Stalinem w 1941 roku wyrwał mnie "grabarzowi spod łopaty".


Powitanie gen. Sikorskiego w Moskwie 1941
(od lewej: gen. Anders, gen. Sikorski, min. Wyszynski, amb. Kot, gen. Karaszewicz)

Wielka radość opanowała wszystkich Polaków na wiadomość podawaną przez radio w języku rosyjskim, że wkrótce będziemy wolni. Po zwolnieniu z łagrów jechaliśmy towarowymi pociągami na południe, do tworzących się polskich jednostek wojskowych.

Tym razem jechaliśmy bez opieki i nadzoru rosyjskich strażników. Na stacjach, przez które przejeżdżaliśmy zorganizowane były małe posiłki składające się ze słonej ryby, kawałka chleba i tzw. "kipiatok" (gorąca woda). Niestety obozy w których formowały się nasze jednostki były już przepełnione. Zostaliśmy skierowani dalej na południe, do Kazachstanu i Uzbekistanu. Płynęliśmy barkami rzeką Amu - Darią, ale ciężkich warunków podróży nie wytrzymało wielu Polaków. Ginęli masowo na skutek wycieńczenia i różnych epidemii. W Uzbekistanie mieliśmy trudne życie, ale przynajmniej mieliśmy poczucie wolności. Pracowaliśmy przeważnie na plantacjach bawełny, a fachowcy pracowali w swoich zawodach, zarabiając w ten sposób na życie.
Ludność Uzbekistanu była dla nas bardzo życzliwa,
ale oni też byli bardzo biedni. Na początku 1942 roku dotarła do nas wiadomość, że wyruszamy w dalszą drogę, na zachód do Krasnowodska. 
Podróż z Uzbekistanu do Krasnowodska, portu nad morzem Kaspijskim, odbyliśmy bezpłatnie pociągiem, a z Krasnowodska statkiem rosyjskim dopłynęliśmy do Pahlawi. Statek był całkowicie przepełniony, bo któżby nie chciał "z raju" wyjechać?. W czasie podróży karmiono nas słoną rybą i wodą. Spaliśmy na gołym żelazie, ściśnięci, ale szczęśliwi, że płynęliśmy ku wolności.

W Pahlewi pozbawiono nas wszystkich włosów, łachów które mieliśmy na sobie wraz ze wszami i po kąpieli umundurowano nas w brytyjskie 'battle dressy'. Przeżywaliśmy niewiarygodne wrażenia z radości, że wreszcie została za nami niegościnna ziemia sowiecka. Oglądałem się często do tyłu, czy naprawdę nie idzie za mną "striłok", sowiecki wartownik z karabinem na ramieniu.

Z Pahlawi samochodami dotarliśmy do Teheranu, gdzie przez 3 miesiące dochodziliśmy powoli do siebie. Nasz dalszy szlak wiódł do Iraku nad jezioro Habania. Tutaj też spędziliśmy parę tygodni w namiotach dla odpoczynku. Następny przystanek - Palestyna, miejscowość Gedera. Piękna słoneczna pogoda, słodkie i bardzo tanie pomarańcze 'Jaffa' i winogrona. Dalszy odpoczynek i powrót do zdrowia. Po tych wspaniałych postojach pojechaliśmy dalej na południe do portu Aleksandrii i stamtąd pięknym statkiem 'Mauretanią', morzem Czerwonym do południowej Afryki.

Po 3-miesięcznym odpoczynku w tym kraju, z końcem 1942 roku wreszcie dotarliśmy statkiem do Anglii, naszego upragnionego celu. Tu formowały się oddziały I Dywizji Pancernej, które stacjonowały w Szkocji, w okolicach Edynburga. Ludność szkocka była dla nas bardzo życzliwa, serdeczna i gościnna.

(ciąg dalszy

[QZD06::087];RCP05090-14-266;[RKR00::039]
w sieci: 7.7.2005


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


kwiecień 2005

v.85

  Site Meter