| |
Realność
botanicznej halucynacji.
Kiedy
Dr Joseph Arnold zobaczył po raz pierwszy czerwony,
olbrzymi kwiat, nie mógł opanować zdumienia, nie był
pewien, czy nie ulega halucynacji. A działo się to w
roku 1821 na Sumatrze koło Bangkahul (obecnie
Indonezja), gdzie uczestniczył w wyprawie naukowej
zorganizowanej przez Stamforda Rafflesa, faktycznego
gubernatora całego regionu Wysp Malajskich i założyciela
Singapuru. Pisał o tym: "Prawdę mówiąc, gdybym
był sam i nie było przy tym świadków, pewnie bym się
obawiał wspomnieć o wymiarach tego kwiatu [żeby nie
być posądzonym o kłamstwo]." Dr Arnold zmarł
wkrótce na malarię, ale opis jego dotarł do Londynu i roślinę
nazwano Rafflesia arnoldii na cześć obu,
organizatora wyprawy i odkrywcy rośliny. (Po
polsku nazwano raflezję bukietnicą. Ponieważ roslina
w niczym nie przypomina bukietu i trudno z niej zrobić
bukiet (waży przecież 10 kg), pozostańmy przy
raflezji.)
A miał Dr Arnold co opisywać. Kwiat o średnicy dochodzącej do
metra, z pięcioma mięsistymi płatkami korony, ważący
nawet ponad dziesięć kilogramów, jaskrawo- lub
brudno-czerwony z
białymi wypukłymi kropkami szokuje nie tylko wielkością,
ale i zapachem. A właściwie smrodem. Szwedzki badacz
Eric Mjoberg określił, że jest on bardziej
przenikliwy i odpychający niż zapach padliny bizona w
stadium zaawansowanego rozkładu. Niestety, dotychczasowe środki
są tylko audiowizualne i trzeba poczekać na rozwój
technik internetowych zanim, korzystając ze środków
osmo-audio-wizualnych, będziemy mogli delektować się
jego zapachem.
Zresztą kwiaty olbrzymy najczęściej
odznaczają się niemiłym zapachem. Coś w tym musi być
z punktu widzenia ewolucji, tylko nie wiadomo co..
[QZD06::042];RCP05066-26-010;[ART34::029]p054
w sieci:5.6.2005
|
|