Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VI; No 1065

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 
.

Ponure dzieje mydła.

Pomysłowy artysta szwajcarski Gianni Motti nie był jednak pierwszym, który wpadł na pomysł produkcji mydła z ludzkiego surowca. Kto wie, może nawet znalazł natchnienie w informacji, jaka ukazała się w mediach włoskich po wojnie. I rzecz tu warto przypomnieć, bo w pewnym stopniu dotyczy i nas. 
Pisano wtedy ze zgrozą, jak to uciekający Niemcy nie zdążyli zniszczyć fabryczki mydła działającej w czasie wojny. 

Nie widać tu zbyt wysokiej technologii, ale czasy były ciężkie, każdy kawałek metalu potrzebny był dla zwycięskiej Armii Niemieckiej i poświęcenia były konieczne. Za to nie było kłopotu z surowcem. Przywożono go z pobliskich obozów koncentracyjnych. Był pewien kłopot z nieużytecznymi odpadkami produkcyjnymi, ale te ładowano w skrzynie i pewnie lokowano w paleniskach. Energia była też potrzebna. 


...una fabbrica di sapone umano (una fra le molte) che sorgeva a Wrzeszcz (Langfuhr), cittadina della provinzia di Danzica.

Fabryka mydła ludzkiego, jedna z wielu, jak głosi podpis pod zdjęciem, istniała w Langfuhr, miasteczku prowincji Danzica - we Wrzeszczu, prowincji gdańskiej. Surowiec, pewnie żywy, sprowadzano zapewne ze Stutthofu.  
Jak przez mgłę, taką sobie scenkę przypominam z wczesnego dzieciństwa. Bawiłem się puszczając mydlane bańki, bo akurat otrzymaliśmy przydziałowe mydło, co było rzadkością (mieszkaliśmy w Reichu, gdzie 'na lewo' nie wiele można było 'zorganizować'). Mydło było prawie jak przedwojenne, zieleniutkie, zapachu nie pamiętam, ale było bardzo lekkie, niezwykłe w tym, że nie tonęło, ale pływało po powierzchni wody. Takiego mydła jeszcze nie widzieliśmy. Nagle Matka odebrała mi mydło i słomkę i kazała mi iść do ogrodu się bawić. A w domu zawsze miałem swobodę i mogłem robić co mi się tylko podobało. Musiałem usłuchać. 
Potem dowiedziałem się, że to było mydło z Żydów. Powiadano też, że pewien ksiądz zbierał to mydło i pogrzebał je potajemnie na cmentarzu. Oczywiście po Żydach w miasteczku już nie było nawet śladu, rozwalono cmentarz i bożnicę, a talmudyczne zwoje walające się po ulicy wykorzystano jako futrówkę do reperacji butów.. 
Inne czasy, inne mydło... Nie wiem, ile prawdy w tej mydlanej historii, ale powyższe zdjęcia wydają się rzecz potwierdzać. 

zdjęcia udostępnił A. Kobos, Szwecja
[QZD06::060];[QEP00::039]
w sieci: 26.6.2005

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


czerwiec 2005

v.85

  Site Meter