Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VI; No 1053
Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

a

 

 

.

 

 

 

Jedno zdumienie dziennie..

.
 

Najtańsza trasa z Polski do Nowej Zelandii. 

Pierwszy odcinek trasy, który nieco kosztuje, to Polska - Irlandia. Dopóki Europa się nie rozpadnie, sprawa jest prosta i bezwizowa. Tu wypływamy jakieś 100 - 200 km na zachód i opuszczamy się w głębiny północnego Atlantyku łapiąc ciepławy jeszcze prąd Zatokowy (Golfstrom). I już jesteśmy na trasie. Prąd unosi nas najpierw nieco na północ, stopniowo oziębia się i zaczyna czołgać się po dnie morskim. Zmienia radykalnie kierunek i niesie nas w stronę Ameryki Południowej. Gdzieś na wysokości Nowej Anglii jest krzyżówka - zimny prąd południowy, w którym jesteśmy zanurzeni, krzyżuje się z ciepłym Golfstromem płynącym na północ, by ogrzewać Europę. Ale nie obawiajmy się kolizji - jesteśmy przynajmniej o cały kilometr niżej i skrzyżowanie  jest absolutnie bezkolizyjne. Mijamy bezpiecznie przylądek São Roque i po kilku tysiącach kilometrów znów zmieniamy kierunek tym razem na wschód. Mijamy w spokoju (o czym dalej) groźny Przylądek Dobrej Nadziei oraz Przylądek Igielny i zaraz za Afryką musimy uważać, by nie poniosło nas w głąb Oceanu Indyjskiego. Wprawdzie to tylko odgałęzienie prądu, który znów wraca na południe, ale przedłużałoby naszą podróż o kilka tysięcy kilometrów. I teraz już zmierzamy prosto w kierunku Nowej Zelandii, którą prąd Arktyczny ochładza dosyć skutecznie. Gdzieś na wysokości nowozelandzkiego Półwyspu Coromandel wydostajemy się na powierzchnię i już jesteśmy koło Auckland, gdzie Polonia miejscowa powita nas kwiatami. 
Ewentualną podróż powrotną odbywamy inną trasą, też całkowicie bez kosztów. 
Na poziomie Coromandel włączamy się znów do prądu zmierzającego na północ. Prąd ten ociepla się stopniowo i w centrum Pacyfiku należy uważać, by skierować się na wschód, w stronę Meksyku. Tu już jest to prąd zdecydowanie ciepły. Skręcamy ostro na południe, mijamy przylądek Horn, gdzie po paru tysiącach kilometrów czeka nas znów niegroźna mijanka z prądem zimnym, którym przybyliśmy do Nowej Zelandii. W rejonie Karaibów dołączamy do Golfstrumu, i prawie jesteśmy już w domu - u brzegów Irlandii. Całą trasę przedstawia poniższa mapka. 


Ciemno zakropkowane są prądy zimne, jasno zakropkowane prądy ciepłe.

Wrażenia jakie oczekują nas w takiej podróży są wręcz nie do opisania. To co widział kapitan Nemo w podmorskiej podróży opisanej przez Juliusza Verne, to po prostu pestka. Oprócz podwodnych wulkanów, mijać będziemy słynne 'venty' - kominy wulkaniczne z zupełnie innymi formami życia, niż do tego jesteśmy przyuczeni. Zobaczymy życie przydenne, o którym sądzono dotąd, że w absolutnej ciemności po prostu nie może istnieć. Tymczasem okazuje się, że istnieje, co więcej, sądzi się, że właśnie w tych głębinach życie powstało. Niezbadane są zakrętasy ewolucji.. 
Trzeba się jednak uzbroić w cierpliwość. Cała podróż w jedną stronę trwać będzie więcej niż to oferują linie lotnicze. Musimy pokonać kilkadziesiąt tysięcy kilometrów z szybkością średnio nie większą niż jakieś 2 m na sekundę (ok. 7 km na godzinę - tempo marszu pieszego). Nie należy też zapominać o solidnym batyskafie - będą odcinki, gdzie będziemy płynąc na głębokości ponad 10 km, ciśnienie tam wynosi ponad 1.000 atmosfer. Z żywnością po drodze nie powinno być kłopotów, o ile nasz batyskaf wyposażony jest w odpowiedni manipulator. Zwierzyny podmorskiej, nawet na tych głębokościach, jest w bród. Może to być jednak pokarm nietypowy, wymagający nowatorskich receptur. Dotychczas nie opracowano sposobów przyrządzania dań z siarkowych ogóreczników, strzykw czy ukwiałów. 
Należy też pamiętać o ciepłym wdzianku. We wszystkich zimnych odcinkach prądu będziemy przebywać w wodzie o temperaturze około 3,5 oC. Za to przez cały czas podróż będzie spokojna, beż żadnych sztormów i burz. Poniżej kilkuset metrów po prostu panuje wieczny spokój, tylko prąd postępuje swoją drogą wytyczoną setki tysięcy lat temu. Dopiero w momencie wynurzania się koło Nowej Zelandii i Irlandii należy oczekiwać większych niespodzianek. Podróż potrwa kilka miesięcy, w czasie których nie wydamy jednak ani centa na paliwo. 

[QZD06::052];[QRE02::143]p52,63
w sieci: 12.6.2005

 
.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


styczeń 2005

v.56

  Site Meter