|
Akupunktura.
Chińczycy stosowali
akupunkturę już trzy i pół tysiąca lat temu. Wyznaczyli
na ciele ludzkim 12 południków - linii orientacyjnych
pozwalających na identyfikację kilkuset punktów które
należy podrażnić, by przywrócić równowagę między
yin i yang, elementami żeńskimi i męskimi, od czego
zależy całe funkcjonowanie organizmu, a więc zdrowie.
Nie jest rzeczą jasną czemu ta równowaga ma być przywracana
przez kłucie. Małymi metalowymi igłami kłuto w wybranych
miejscach na głębokość 3 do 10 mm, ale niektóre
zabiegi polegały na kłuciu aż na głębokość 25 cm
(ciekawe, jakie części ciała wybierano do takiego
zabiegu)!
Był to więc zabieg niewątpliwie ryzykowny, biorąc
pod uwagę zakażenia itp. Niemniej metoda stosowana była
w Chinach bez przerwy, a w początkach dwudziestego
wieku rozpowszechniać się zaczęła w krajach
zachodnich. Na chińskiej ilustracji wyjętej z traktatu
medycznego sprzed kilkuset lat widzimy medyka badającego
puls, co było chińską nowością, a obok niego stoi sługa
z kompletem igieł, widocznie przechowywanych w
specjalnym puzderku.
Najbardziej frapuje fakt, że nie można dopatrzyć żadnego
związku między lokalizacją poszczególnych punktów a
dolegliwościami z jakimi je wiązano. Wprawdzie to samo pytanie
stawiane jatrochemikom i też pozostawało bez odpowiedzi.
Tak to w medycynie bywało i ciągle jeszcze bywa.. Bo jaki związek mógł być między rtęcią a
syfilisem, co ma jedno do drugiego? Dopóki nie poznano
biochemicznych mechanizmów działania leku na procesy
fizjologiczne skutek się liczył. Rtęć była
niezawodnie skuteczna. żaden pacjent nie umierał na syfilis, ale z powodu zatrucia rtęcią.
Ostatnie, bardzo nowoczesnie prowadzone badania wydają się
wskazywać, że w akupunturze być może jest nieco więcej niż
tylko wiara w wyleczenia i hipnotyczna moc
lekarza.
(p. następna notka)
[QZD06::014];QCP05092-015-122
w sieci: 7.5.05
|
|