| |
Międzygatunkowy
gwałt.
A właściwie próba gwałtu, i ściślej
mówiąc, nie tylko międzygatunkowego, ale międzyklasowego
(w sensie biologicznym!) i homoseksualnęgo miała niedawno
miejsce w Nowej Zelandii. Co gorsze, ofiara tego gwałtu
nie mogła nic uczynić w swojej obronie, bo gwałciciel ma status
nietykalności i nie wolno mu robić żadnej krzywdy.
Jak
widać na ilustracji, ofiara chroni się tylko przed potężnymi
szponami gwałciciela, którym jest olbrzymi (4 kg)
samiec kakapo (Strigops habroptilus), nielotnej
papugi nowozelandzkiej należącej do gatunku, który z
trudem uratowano przed wyginięciem.
A wszystko, jak w przypadku wielu innych gwałtów, z
braku samiczek.
Opis powyższy, nieco przesadny,
ilustruje wieloletni, bogaty i skuteczny program, dzięki
któremu udało się uratować od wymarcia jeszcze jeden
gatunek niezmiernie interesującego ptaka
nowozelandzkiego.
Kakapo to największa papuga, samiec może ważyć 4kg,
samica 2. Gatunek bBliski wyginięcia, uważano nawet że
już wyginął,
bo przez dziesiątki lat nikt go nie widział, a kiedy
go 'odkryto', był już na skraju wymarcia w wyniku polowania, sprowadzenia na wyspy
nowozelandzkie kotów i przywleczenia szczurów. Pewna
liczba osobników przeżyła w odosobnionych zakątkach
kraju na wyspie Stewarta i w niedostępnych,
niezamieszkałych zakątkach Fiordlandu. W roku 1977
naliczono 167 ptaków, ale co roku było ich mniej ze
względu na kurczenie się terenów lęgowych i
nieproporcjonalnie małej liczby samiczek. Stąd ta
frustracja samców (!). W roku 1996 naliczono tylko 51
osobników i przez cały czas było tylko kilka okresów
lęgowych. A kakapo są bardzo marudne w tym względzie
(o czym osobno).
Wobec perspektywy nieuchronnej zagłady gatunku podjęto
zdecydowaną akcję. Przeniesiono żyjące osobniki na
bezpieczna wyspę (Codfish Island koło Stewart Island),
oznakowano, zaopatrzono w emitery radiowe, pilnowano dosłownie
każdego gniazda, wreszcie kiedy zachodziła potrzeba,
dokarmiano ptaki. Szczególnie interesujące i ofiarne
było to pilnowanie. Kilkadziesiąt metrów od gniazda
zaopatrzonego w czujniki siedział dzień i noc, deszcz
nie deszcz, strażnik. Jak tylko czujnik donosił, że
samica opuściła gniazdo, udawał się na miejsce, by
nie dopuścić miejscowych kiore, które mogłyby uszkodzić
jaja czy pisklęta. Zaangażował się w tę akcję
ponad stuosobowy zespół ochotników z wielu krajów.
Poznano też dokładnie biologię tego gatunku, co w
zdecydowany sposób przyczyniło się do sukcesu
programu. W roku 1997 nastąpił nieznaczny przyrost
liczebny populacji (do 54 osobników), ale właściwy przełom
zaobserwowano w roku 2002, kiedy liczba osobników wzrosła
do 86. Przyszłość wydaje się być zabezpieczona,
chociaż nie ma pewności, że uda się spełnić
wymagania tego grymaśnego ptaka. (p. następna
notka)
[QZD05::064];ART33046p67..
w sieci: 4.4.2005
|
|