| |
Medyczne
aspekty wirusów komputerowych.
O
tym, że wielogodzinne przesiadywanie przed komputerem
jest szkodliwe wiemy od dawna. Cierpią oczy, kręgosłup, ręce,
wreszcie sam fakt siedzącego trybu życia i ekspozycja
na pole elektromagnetyczne miewa opłakane skutki dla osób
wrażliwych lub osłabionych. W pomieszczeniach zamkniętych
dochodzą jeszcze gazowe produkty powstające w silnym
polu elektrycznym i wydzieliny podgrzanych materiałów izolacyjnych i różnego rodzaju plastików.
Zupełnie innej kategorii szkodliwość to skutki używania
złych programów komputerowych i wirusowej inwazji
systemów komputerowych. O finansowych stratach, jakie ponoszą wielkie firmy i
instytucje rządowe powszechnie wiadomo, choć praktycznie nie
wiele z tego wynika. Na palcach jednej ręki wyliczyć
można procesy sądowe przeciwko sprawcom, zwykle zakończone
niczym, a często zawodowym awansem sprawców szkód.
O
tym, że setki milionów użytkowników traci czas
i zdrowie posługując się wadliwymi
programami czy wojując, najczęściej bezskutecznie, z
różnymi wirusami, koniami trojańskimi, robakami, itp.
jakoś się nie mówi. W skali społecznej są to zapewne
większe straty niż straty powodowane nałogiem palenia papierosów,
marihuany czy alkoholizmu. Czy ktoś obliczył, ile
miliardów stracono godzin, ile stresu doznają użytkownicy
w wyniku samej groźby utraty
danych, jakie straty przynosi niespodziana niemożliwość nawiązania kontaktu ze światem?
Na miliardowe odszkodowania producentów papierosów
trzeba było czekać kilkadziesiąt lat od czasu udowodnienia
szkodliwości. Minie pewnie jeszcze kilka lat, kiedy to producenci złych programów
komputerowych, autorzy wirusów i ich rozsyłacze staną
przed sądem nie tylko za oszustwa czy nielegalne zdobywanie
informacji, ale za szkody zdrowotne czy wręcz za
powodowanie śmierci, jak to stało się w stosunku do
producentów papierosów.
W przypadku wirusów niszczących dane komputerowe
sprawa jest w zasadzie jasna i szkody da się określić. W przypadku papierosów linia obrony była -
klient mógł przecież nie kupować trucizny. W
przypadku wirusów ten argument odpada. Setki milionów użytkowników
komputerów wcale nie ma ochoty mieć do czynienia z
autorami wirusów czy programów-włamywaczy. Wina
sprawców jest oczywista. Kwestia tylko jak uświadomić
społeczeństwa i organa wykonawcze o konieczności zajęcia
się sprawą.
Wydaje się jednak, że coś w tej sprawie 'drgnęło'.
Bo wreszcie środowiska medyczne
zainteresowały się problemem szkód wyrządzanych
przez programy komputerowe. Wykazano posługując
się najnowocześniejszą techniką badawczą (functional
magnetic resonance imaging - fMRI), że złe programy
komputerowe wywołują u użytkownika typowe objawy
sercowe, tak samo bolesne i niebezpieczne w skutkach jak
inne szoki powodujące zawały i nieodwracalne szkody
psychiczne.
Złe, nieżyczliwe w stosunku do użytkownika
programy (user unfriendly programs) wywołują w
ośrodku mózgowym związanym z reakcja na ból taki sam
efekt, jakby użytkownik doznawał fizycznego
uszkodzenia czy zranienia. Można sądzić, że szoki
związane z inwazją wirusową, utratą danych i
uszkodzeniami oprogramowania wywołują znacznie głębsze
szkodliwe efekty. Prawdopodobnie medycyna doświadczalna
podejmie wkrótce to zagadnienie.
Nie przesadzę jeśli powiem, że schorzenia związane z
epidemią wirusową przyspieszyły śmierć wielu
internautów, a prawdopodobnie są bezpośrednią
przyczyną śmierci wielu osób o osłabionej odporności
nerwowej czy fizycznej. Dysponując analityczną metodą
medyczną sprawa powoli zbliża się do szukania rozwiązań,
jakie znaleziono dla producentów wyrobów tytoniowych i
szkodliwych narkotyków.
Jestem przekonany, że wkrótce producenci bublowatych
programów będą stawali przed sądem tak samo jak
producenci samochodów narażających życie pasażerów
i przechodniów, a autorzy i dystrybutorzy wirusów będą
traktowani tak jak dowcipnisie rzucający cegłami w pędzące
samochody.
[QZD05::028];[QEP09::118];[QEP15::074]
|
|