|
Nowa
Zelandia na
beczce prochu.
Płyty
tektoniczne, ta cienka skorupka na której żyjemy, mogą
się od siebie oddalać (dywergencja), jak to jest w
przypadku płyt afrykańskiej i amerykańskiej, gdzie po
środku Atlantyku powstaje szczelina. Mogą się zderzać, nasuwać na siebie (konwergencja), albo ścierać
się w wyniku przesuwania się w przeciwnych kierunkach,
jak to jest w przypadku płyty pacyficznej ścierającej
się z płytą północnoamerykańską w rejonie
Kalifornii.
Nowa Zelandia leży na styku zderzających się płyt
pacyficznej i indo-australijskiej. Przy tym Wyspa Półncona
jest częścią płyty indo-australijskiej, a przez Wyspę
Południową przebiega akurat strefa napierających na
siebie i ścierających się olbrzymich płyt
tektonicznych.
Płyta pacyficzna ma szerokość ponad 10.000 km i masę
olbrzymią. Pozornie jest to pływ powolny, wolniejszy
niż w innych rejonach (p. mapka w poprzedniej
notce).
Nie mniej te kilka centymetrów rocznie wystarcza, by
Nowa Zelandia była jakby usadowiona na beczce
prochu.

Prawie bez przerwy coś się pod nami
dzieje. Najczęściej są to drobne trzęsienia ziemi
zauważalne tylko na stacjach sejsmicznych, czy
praktycznie niezauważalne mikro-tsunami, jeśli coś
dzieje się na dnie morza. Ale kiedy elastyczność skał,
z której składają się płyty zostanie przekroczona,
dochodzi do poważniejszych dyslokacji, co powoduje
osuwanie się ziemi, powstawanie szczelin, wreszcie
olbrzymich, spektakularnych wybuchów wulkanów,
no i tsunami.
PS.
Akurat w tej chwili telewizja donosi, że pod
Wellingtonem się zatrzęsło. Strat nie ma, ale strachu
wiele. Półki w sklepach dostały drżączki..
(21.1.2004; godz. 19.oo)
Wedle statystyki należy oczekiwać poważniejszego
wstrząsu. Co więcej, obserwuje się duże opóźnienie,
co może oznaczać, że wstrząs będzie silniejszy.
(Dziś był tylko 5 w skali Richtera.)
[QZD05::004];[QZD05::003]1,2
|
|