|
Podkreślić
trzeba, żeby odżegnać się od
antyfeminizmu, że jest to pani
Mercer. Powołując się na
poważne studium na temat osiągnięć
ludzkości, podsuwa ona pod
rozwagę fakty, o których
wszyscy jakoś wiemy bez analizy, ale
rzeczowego zestawienia, postawienia kropki
nad i, oraz wyjaśnienia przyczyn
stanu rzeczy ciągle brak. A
wiele przy tym zacietrzewienia i
wojaczki.
Postawmy sprawę
brutalnie:
Na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu
lat kobiety, a więc połowa rodzaju
ludzkiego, zdobyły tylko 2
procent nagród Nobla w zakresie
nauk przyrodniczych i 8 procent
w zakresie literatury.
W tym samym czasie Żydzi (Żydzi
i żydzi razem wzięci), stanowiący
zaledwie 0.5 procent populacji
ludzkiej, zdobyli 32 % nagród
Nobla w zakresie medycyny, 32 %
w zakresie fizyki, 39 % w
zakresie ekonomii (29 % w
naukach przyrodniczych razem licząc).
Różne można wysuwać hipotezy
dla wyjaśnienia tej anomalii. Choćby
to, że kobiety mają ciekawsze
rzeczy do robienia niż paranie
się nauką (z czym w zasadzie
można się zgodzić), że w Komitetach Noblowskich wszechwładnie
panuje mafia antyfeministów, że
opanowane są one przez Zionistów,
że niezawodnie sprawdza się
hipoteza spisku żydowskiego,
itd itp. Ale fakt jest faktem,
że Żydzi w osiąganiu laurów
w zakresie najogólniej pojętej
kultury i cywilizacji mają na
swoim koncie około 600 do 1000
razy więcej osiągnięć na głowę
Żyda w porównaniu do podobnych
osiągnięć
na głowę Kobiety.
Przytłaczająca to i niepokojąca
różnica. Autorka zaznacza przy
tym, że emancypacja kobiet i żydów
rozpoczęła się w tym samym
mniej więcej czasie, to znaczy
pod koniec dziewiętnastego
wieku.
Nie przychodzi mi do głowy żadna
hipoteza robocza poza wyświechtanymi
banałami. Może ktoś to
wyjaśni?
[QZD04::094];[QEP08::141] |