| |
Poczęstuj
się moją weszką, kochanie..
Stosunkowo
niewiele zwierzaków jemy na żywca. Jednak niektóre ludy
kultywują zaskakujące obyczaje w tym względzie.
Australijscy Aborygeni przepadają za larwami ciem
witchety (witjuti), które żyją w korzeniach
miejscowych roślin. Bywają dosyć znacznych rozmiarów,
dochodzą do 10 cm, zawierają mnóstwo białka i nie
strawionych w pełni, smacznych resztek drewna, którym
się żywią. W warunkach pustynnych od wielu tysięcy
lat stanowiły zasadniczy składnik miejscowej diety.
Zjada się te larwy na żywo. (o sposobach zbioru warto opowiedzieć
kiedyś osobno)
Etiopczycy także lubią larwy, ale z miodem. Wybierają
z uli pszczelich plastry z żywymi larwami i wcinają na żywca.
A Masajowie z niedaleka piją krew świeżo spuszczaną
z hodowanego bydełka.
W ciekawy sposób Nienieńcy (lub Samojedzi, lud
arktyczny z rejonu Archangielska, wspaniali hodowcy
reniferów), łączyli przyjemne z pożytecznym. W walce
z wszawicą stosowali metodę totalną - po prostu
zjadali (zjadają?)
wszy i basta.
Do perfekcji doprowadzili walkę z wszawicą Nuerzy
(Nuer - plemiona żyjące nad Nilem w południowym
Sudanie, znakomici hodowcy bydła). Najlepszym sposobem
okazania, że zakochani maja się ku sobie, jest wzajemne
wybieranie sobie wszy i częstowanie się co
smakowitszymi okazami. Interesujący to przykład
połączenia konsumpcji z informatyką.
Zjadanie własnych pasożytów stwarza szalenie ciekawe,
wsobne odgałęzienie łańcucha pokarmowego. Gdybyśmy
jeszcze potrafili zjadać inne pasożyty, np. wewnętrzne,
złagodziłoby to niedobór białkowy w skrajnych
przypadkach. Wtórne użytkowanie innych odpadów
biologicznych, na przykład recyklizacja (?) dotąd zupełnie
marnowanego białka włosów, ograniczałoby bardzo
niedobór białkowy w skrajnych przypadkach.
Europejczycy także znajdują się wśród żywojadów.
Ostrygi najlepsze są, kiedy połyka się je na żywca,
ewentualnie z cytryną. Wszelkie przyrządzanie, smażenie,
prużenie, zdaniem znawców, jest kulinarnym przestępstwem.
(il.
ostrygi)
[QZD04::086];[QNK22::066];[ART32::036]p226
|
|