|
Michał Anioł.
Wygląda na to, ze brud to dobra
pożywka dla genialnych umysłów. Dowodem na to nie tylko Sokrates (o
którym później), ale
także - na przykład - Michał Anioł Buonarroti (1475 - 1564).
Wiele wskazuje na to, ze rozkosze
kąpieli były mu całkowicie nieznane. Z widocznych części ciała mył (ale nie
wyobrażajmy sobie zbyt wiele...) twarz, a jako ręcznika używał szmaty, jaka mu
się akurat nawinęła pod rękę. Jak to w pracowni... Rąk na ogół nie
mył - bo i po co, skoro zaraz
brudziły się ponownie. Resztkom zaschniętych farb towarzyszyły resztki
zaschniętej gliny, a co do paznokci - manicure odbywał się w sposób naturalny,
ilekroć się jakiś paznokieć mistrzowi ułamał. Resztki Michał Anioł
po prostu ciał nożem. Czystość nóg artysty to - jak łatwo zrozumieć
- kwestia abstrakcyjna. Na bosych stopach Michał Anioł nosił buty z psiej skory;
wieść niesie, ze nosił je... aż znosił. Portretu mistrza niech
dopełni fakt, ze pocił się obficie i woniał intensywnie. Ilekroć pracownie artysty
wizytował życzliwy mu papież Juliusz II, przynosił ze sobą wachlarz. I
dość prędko zmykał. Czy nie próbowano wpływać na wielkiego abnegata?
Ależ tak! Bezskutecznie jednak, bo odpowiedź miał niewzruszoną:
"brud
związany z pracą to nie hańba"
oprac: Anna Rzędowska (Piotrków Tryb.)
red:RA
[QZD04::022];QCP05090-18-30
|
|