| |
Muchopędny,
cuchnący robot.
Jak
dotąd roboty potrafiły robić różne rzeczy, a ściślej
mówiąc, prawie wszystko, poza rozmnażaniem i
zdobywaniem pokarmu. Do rozmnażania jeszcze daleko, ale
zdobywanie pokarmu jest już na warsztacie naukowców z
bardzo obiecującymi wynikami.
Przedstawiony obok robot, oprócz procesora, urządzenia do
przemieszczania się i czujników, wyposażony jest we własne
źródło energii elektrycznej. Te czerwone pudełeczka
to nie baterie ani akumulatory, ale bio-ogniwa przekształcające
energię zakumulowaną w związkach organicznych w
energię elektryczną. Najbardziej
pomysłowe jest to, że paliwa organicznego potrzebnego do produkcji
prądu nie trzeba mu dostarczać. Zbiera je sam łowiąc
... muchy wabiąc je do bio-ogniwa! Muchy te rozkładane są przez bakterie
beztlenowe do cukrów, a cukry, przy pomocy innych
bakterii umożliwiają redukcję siarczanów do siarczynów,
które z kolei są utleniane w środowisku tlenowym oddając
elektrony
na anodę bio-ogniwa.
I następne, genialne rozwiązanie
biotechniczne, to sposób łowienia much.
Wiadomo,
muchy kochają smród. Urządzenie więc zawiera
odpowiednią ilość cuchnących ścieków, które wabią
muchy i są równocześnie najlepszym zbiorem
bakterii potrafiących rozkładać chitynę owadów i
uruchamiać procesy oksydo-redukcyjne w bio-ogniwie.
Tymczasem osiągi tego muchochodu są pozornie skromne -
szybkość około 10 cm na godzinę, emisja serii sygnałów
w odstępach 12 minutowych, ale najważniejsze - osiem
tłustych much wystarcza robotowi na pięć dni podróżowania.
To nic, że cuchnie, do tego można się przyzwyczaić.
Najważniejsze, że muchołówka i bio-ogniwo usamodzielniają robota, umożliwiają mu
podróżowanie do miejsc niedostępnych, byle tylko były
w tych miejscach muchy.
Nie przesadzajmy więc z tępieniem much. Może już wkrótce
będziemy podróżować muchopędnymi samochodami z
nocnikiem na dachu dla łapania paliwa.
robot z 'New Scientist'
il.: muchy na sromotniku
[QZD03::035];[QEP05::016];ART32-021p248
|
|