| |
Napad na
agawę.
Pod koniec sierpnia 1729 roku londyńską
socjetę zelektryzowała wiadomość, że w znanej
szklarni Cowella zakwitnie tajemnicza roślina
przywieziona do Anglii przez Sir Waltera Raleigh
(1554?-1618) z jego
wypraw do Ameryki Południowej. Lekarze i światlejsi dżentelmeni
tłumnie stawili się w ogrodach Colwella, niektórzy
przynieśli mikroskopy, byli też artyści-rysownicy pełniący
wtedy funkcję fotografów i telewizji.
Aloes amerykański, tak nazywano wtedy agawę amerykańską
(Agave americana, fam. Amarylidaceae), zwano też
rośliną stuletnią, sądzono bowiem, że kwitnie raz na sto
lat. W opisach, nawet współczesnych panuje duże
zamieszanie co do pochodzenia i pozycji systematycznej
tej rośliny. Aloes (Aloë sp., fam. Liliaceae)
jest rośliną pochodzenia afrykańskiego i znany był
już starożytnym Grekom i Rzymianom. Agawa natomiast
pochodzi z Ameryki Środkowej i dotarła do Europy po
podróżach Kolumba.
Colwell otaczał tę niezwykłą roślinę specjalną opieką.
Kiedy pojawił się pęd kwiatostanu, zbudował specjalną
konstrukcję by go pomieścić i chronić, liczył kwiaty, mierzył
przyrosty. Podaje, że w czasie maksymalnego wzrostu pęd
powiększał się o 28 cm dziennie, przed samym
kwitnieniem przestał się wydłużać i wiadomo było,
że wkrótce pojawią się kwiaty. Wtedy to ogłoszono
w prasie o oczekiwanym zjawisku. W zapowiadanym dniu
kwitnienia roślina liczyła sobie 72 lata, była 6 metrów
wysoka, obwód kwiatostanu u podstawy wynosił 43
cm i na jej 30 odgałęzieniach naliczono 3.300 kwiatów.
Rzeczywiście agawa kwitnie raz w życiu. Niekoniecznie
musi mieć wtedy sto lat, wystarczy czterdzieści, co i
tak jest matuzalemem jak na roślinę niedrzewiastą.
Kiedy ogród pełen był zwiedzających, nagle trzech mężczyzn
wyglądających na dżentelmenów wszczęło awanturę.
Jeden z nich zaczął obrywać kwiaty, chciał też złamać
pęd, ale to mu się nie udało. Kiedy Colwell stanął w
obronie rośliny, jeden z napastników kopnął go w głowę,
a drugi wyciągnąwszy miecz, zranił go poważnie w
szyję. W obszernym opisie zdarzenia autor nie podaje
motywów poczynań. Nie chodziło chyba o kradzież olbrzymiej rośliny. Posądzać trzeba konkurencję
zazdroszczącą sławy ogrodnikowi, któremu udała się
tak zdumiewająca rzecz. Ogrodnik przez kilka tygodni
pozostawał pod opieka lekarza, stracił także część
dochodu, bo ludzie bali się odwiedzać tak chuligańskie
miejsce.
Jest to pierwszy opisany przypadek napadu na roślinę i
broniącego jej ogrodnika.
il. agawy (aloesu) z opisów Colwella
u góry 'igły' kauri (pow. ok. 2x)
[QZD03::058];[QRE02::077]p194-;ART33-003-2g
|
|