Jedno zdumienie dziennie...

Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545  No 770

 

 

 

 

Jak Linneusz rozliczał się z grantu.

 

 

Granty (nie wiem, czy pisać to słowo w cudzysłowie, czy już się przyjęło) to instytucja stara jak świat. Królowie, papieże, cesarze, a także co bogatsi magnaci i plutokraci płacili, najczęściej biednym uczonym, pewne sumy na dokonanie badań czy ekspertyz. Często bywały to, niestety, zlecenia ze z góry założonym wynikiem, ale to już inna historia. 
Jednym z 'grantobiorców' był Karol Linneusz (Carl von Linné, 1707-1778), sława szwedzkiej nauki, twórca binominalnego nazewnictwa biologicznego. W roku 1732 otrzymał od Naukowego Towarzystwa w Upsali (Societatis Upsalienis) stypendium z zadaniem podróży do Laplandii i dokonania tam obserwacji biologicznych i etnograficznych. Dwudziestopięcioletni absolwent Akademii w Upsali wybrał się podróż z fasonem, w trefionej peruce, skórzanych portkach, wziął ze sobą dwie nocne koszule, zapas gęsich piór, mikroskop i ramki do botanizowania. Wziął też, mniej ostentacyjnie, kuferek z mapami poprzednich wędrowców i opisami podróży. Podróżowanie zajęło mu kilka miesięcy. 
Po powrocie kazał się portretować w lapońskim, fikcyjnym stroju obwieszony lapońskimi imponderabiliami i kwiatkiem zimoziołu północnego, arktycznej rośliny, którą sam nazwał swoim imieniem - Linnaea borealis L. i przyjął za swój herb (p. portret). Przedstawił też sprawozdanie, jak tego wymagało Towarzystwo Naukowe.   Była to imponująca rzecz - cała książka (moje wydanie niemieckie liczy ponad 150 str.). Dużo w nim rysunków odręcznych i mnóstwo obserwacji  na temat arktycznych roślin i zwierząt, no i życia Lapończyków. Załączona mapa przedstawiała trasy podróży. Podróż była wielkim sukcesem, a herbata parzona z listków zimoziołu stała się jego przysmakiem (rzekomo okropieństwo, wedle relacji jego syna). 
Potem już kariera pięła się tylko w górę i stał się królem osiemnastowiecznej biologii. 
Kiedy jednak sprawozdanie Linneusza poddano skrupulatnej analizie, skonfrontowano z faktami, okazało się, że autor w Laponii był zaledwie osiemnaście dni, kręgu polarnego nie przekroczył, a na dodatek podwoił fikcyjnie długość trasy, bo .. był płatny przez fundację od mili. Sprawozdanie jednak nie zawierało informacji fałszywych. Jak to zrobił, to już sprawa jego zdolności obserwacyjnych i owego kuferka, z którym podróżował. 

A wniosek z tego jaki? A no, w nauce i wtedy, jak i teraz, piękna zasada Colasa Breugnona 'Chwal mnie gębo moja' bardzo popłaca. 

u góry kwiaty zimoziołu północnego
[QZD03::009];[QNK21::025];QAB04617p5;QNK21025-p026

 

  


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


czerwiec 2004

v.52

  Site Meter