| |
Granty (nie wiem, czy pisać to słowo
w cudzysłowie, czy już się przyjęło) to instytucja
stara jak świat. Królowie, papieże, cesarze, a także
co bogatsi magnaci i plutokraci płacili, najczęściej
biednym uczonym, pewne sumy na dokonanie badań czy
ekspertyz. Często bywały to, niestety, zlecenia ze z góry
założonym wynikiem, ale to już inna historia.
Jednym z 'grantobiorców' był Karol Linneusz (Carl
von Linné, 1707-1778), sława szwedzkiej nauki, twórca
binominalnego
nazewnictwa biologicznego. W roku 1732 otrzymał od
Naukowego Towarzystwa w Upsali (Societatis Upsalienis)
stypendium z zadaniem podróży do Laplandii i dokonania tam
obserwacji biologicznych i etnograficznych. Dwudziestopięcioletni
absolwent Akademii w Upsali wybrał się podróż z
fasonem, w trefionej peruce, skórzanych portkach, wziął
ze sobą dwie nocne koszule, zapas gęsich piór,
mikroskop i ramki do botanizowania. Wziął też, mniej
ostentacyjnie, kuferek z mapami poprzednich wędrowców
i opisami podróży. Podróżowanie zajęło mu kilka
miesięcy.
Po
powrocie kazał się portretować w lapońskim,
fikcyjnym stroju
obwieszony lapońskimi imponderabiliami i kwiatkiem
zimoziołu północnego, arktycznej rośliny, którą
sam nazwał swoim imieniem - Linnaea borealis L.
i przyjął za swój herb (p.
portret). Przedstawił też sprawozdanie, jak tego
wymagało Towarzystwo Naukowe. Była to
imponująca rzecz - cała książka (moje wydanie
niemieckie liczy ponad 150 str.). Dużo w nim rysunków
odręcznych i mnóstwo obserwacji na temat
arktycznych roślin i zwierząt, no i życia Lapończyków.
Załączona mapa przedstawiała trasy podróży. Podróż
była wielkim sukcesem, a herbata parzona z listków zimoziołu
stała się jego przysmakiem (rzekomo okropieństwo,
wedle relacji jego syna).
Potem już kariera pięła się tylko w górę i stał się
królem osiemnastowiecznej biologii.
Kiedy jednak sprawozdanie Linneusza poddano skrupulatnej
analizie, skonfrontowano z faktami, okazało się, że
autor w Laponii był zaledwie osiemnaście dni, kręgu
polarnego nie przekroczył, a na dodatek podwoił fikcyjnie
długość trasy, bo .. był płatny przez fundację od
mili. Sprawozdanie jednak nie zawierało informacji fałszywych.
Jak to zrobił, to już sprawa jego zdolności
obserwacyjnych i owego kuferka, z którym podróżował.
A wniosek z
tego jaki? A no, w nauce i wtedy, jak i teraz, piękna
zasada Colasa Breugnona 'Chwal mnie gębo moja' bardzo
popłaca. u góry
kwiaty zimoziołu północnego
[QZD03::009];[QNK21::025];QAB04617p5;QNK21025-p026
|
|