Jedno zdumienie dziennie...

 

 zestawienia tematyczne 

   

Ślady zawodu cyrulika.

Jeszcze do niedawna zawód cyrulika, czyli balwierza lub golarza cieszył się powszechnym szacunkiem. Cyrulik zajmował się goleniem i strzyżeniem, rwaniem zębów, no i puszczał krew. Puszczanie krwi było zabiegiem pomagającym na wszystkie schorzenia. Pacjent siadał na zydlu, dawano mu w rękę drążek i kazano go mocno ściskać. Żyły pacjenta nabrzmiewały, wystarczało wtedy szybkie cięcie i krew tryskała jak z fontanny. Oczywiście spryskiwała obficie trzymany drążek. Po jakimś czasie, aby nie straszyć pacjenta, malowano drążek w czerwone paski, by krew nie była tak widoczna. Jak drążek nie był w użyciu, wystawiano go przed drzwi cyrulika na znak, że mistrz przyjmuje  i następni pacjenci byli zapewnieni. Była to najlepsza reklama, że oto tu fachowo puszcza się krew. 

 

 

Potem rzecz uległa pewnej symbolizacji. Zamiast palików 'na żywo', przed zakładem balwierza ustawiano pomalowane paliki, lub zawieszano je na ścianie czy na drzwiami, co spotyka się jeszcze i teraz w co bardziej szanujących tradycję krajach (w Niemczech, Austrii, Francji). Pewnie i w Polsce jeszcze są takie firmy. Kiedyś znak ten widziany był powszechnie. 
A skąd barwa niebieska na niektórych reklamach? To też proste. Jak klientem balwierza był ktoś o szlachetnej krwi, to jasne, że płynęła krew błękitna...
(ale to moja hipoteza..) 

Ilustracja wyjęta z podręcznika dla cyrulików z 1340 roku.
[QZD02::071];[QZD01::060]5,5a,8

  


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


czerwiec 2004

v.52

  Site Meter