Jedno zdumienie dziennie...

 

 zestawienia tematyczne 

 

 

 

Jak zostałem multimilionerem.

Kilka miesięcy temu otrzymałem błagalny list od pewnej nauczycielki z Gabonu, której mąż został okrutnie otruty przez kolegów, ale zostawił w banku ponad dwadzieścia milionów dolarów. Bogata wdówka z trojgiem dzieci klepała biedę, nie mogła użyć tych pieniędzy, bo na to tylko czekali bezwzględni krewni, którzy ją chcieli okraść i zamordować, itp, itd. Prosiła o przejęcie pieniędzy i sprowadzenie jej do Nowej Zelandii. Za takie pieniądze, wiadomo, wszystko można, nawet w Nowej Zelandii. Podjąłem sprawę natychmiast, na co otrzymałem legalny, sądowy akt własności konta firmowany przez adwokata Sądu Najwyższego Republiki Benin. Szczęście moje nie miało granic, ale ponieważ była to wersja komputerowa dokumentu (jpg), poprosiłem o dokument oryginalny (p. ilustracja). Otrzymałem go, wysłany wprawdzie z Teksasu, ale co mi tam. Tak więc stałem się legalnie, na podstawie zapisu w Beninie, właścicielem olbrzymiej fortuny i opiekunem młodej wdówki z trojgiem dzieci. Dla przelania, już moich pieniędzy do Nowej Zelandii, trzeba było pokryć drobne koszta manipulacyjne w wysokości 7.000 US$, które miałem wysłać bezimiennym transferem do wypłaty osobie, która na miejscu poda kod znany tylko jemu i mnie. Oczywiście natychmiast zgodziłem się na pokrycie tego drobiazgu, ale dla uproszczenia procederu, zamiast przesyłać forsę, zleciłem bankowi afrykańskiemu w którym mam swoje miliony, by wypłacić adwokatowi podwójną sumę za jego życzliwość (14.000 US$), a resztę, to znaczy 22.086.000 US$ przekazać natychmiast na moje konto. Jak dotąd suma nie wpłynęła do tutejszego banku, wdówka się więcej nie odezwała, a jej czarne dzieciątka płaczą pewnie z głodu. Domyślam się, że jej okrutni krewni przeszkodzili w transakcji...
W innej, niedoszłej niestety transakcji, otrzymałem dokumenty upoważniające mnie do przejęcia 36 kg dolarów amerykańskich samymi setkami. Suma została przesłana z jednego z krajów afrykańskich kurierem dyplomatycznym w kufrze jako rzeczy osobiste nadawcy. Ja miałem ten kufer odebrać w Amsterdamie i wpłacić na swoje konto bankowe (dowód przesyłki załączony). Nie dowierzałem swojemu szczęściu, natychmiast zapowiedziałem swój przylot do Holandii. Przewidywałem jednak pewne kłopoty z transportem takiego kufra no i wyłożeniem 36 kg dolarów w okienku bankowym. Poprosiłem więc ofiarodawcę, żeby czekał na mnie w określonym miejscu z taczkami, razem udamy się po odbiór skarbu i pójdziemy do banku. Niestety, kontakt się przerwał. Widocznie mój ofiarodawca nie mógł wynająć taczek. 

 

Trzeba jednak przyznać, że poziom fałszerstw bardzo się podniósł. Załączane dokumenty są dobrze podrobione przynajmniej na poziomie kopii skanowanej. Mam w kolekcji paszporty wysokich urzędników z Nigerii, Ghany, i in, dokumenty z obozu tymczasowego, nie mówiąc o portretach, czasem zupełnie dobrze zrobionych. 
Razem w swoich zbiorach mam kilkaset tego rodzaju listów na łączną sumę przekraczającą trzy miliardy dolarów. Ale jak dotąd nic z tego nie wpłynęło na moje konto i muszę utrzymywać siebie i swoje komputery tymi żebraczymi dochodami nowozelandzkimi. Ale właścicielem konta wielomilionowego w Benin jestem, to nie ulega wątpliwości w świetle posiadanych przeze mnie dokumentów. 

[QZD02::061];[QZD02::060]Benin;[QDU00::114]zulu

 
 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


czerwiec 2004

v.52

  Site Meter