Jedno zdumienie dziennie...

 

 zestawienia tematyczne 

 
 

 
Dawne przepisy na pastę do zębów.

Pasta do zębów ma długą i interesującą historię. Posługiwali się nią już starożytni Egipcjanie. Egipska pasta była bardzo prosta w swym składzie. Był to sproszkowany pumeks zwilżony octem. Nie znali szczoteczek do zębów. Zamiast tego używali gałązki zmiażdżone (pogryzione) na jednym końcu. Rzymianie byli bardziej wymyślni i uważali, że najlepiej do czyszczenia zębów nadaje się pasta złożona ze sproszkowanego pumeksu nasyconego uryną. Nie wiadomo czemu uznawano, że najlepsza jest uryna portugalska. Sprowadzano ją specjalnie dla rzymskiej arystokracji. Na pewno rolę odgrywało tu egzotyczne pochodzenie - Portugalia była wtedy odległą prowincją rzymską. Ale najważniejsze, że uryna działała. Składnikiem czynnym jest amoniak, dlatego też stara uryna była najskuteczniejsza. Może to i dziwne, ale uryna jako płyn do płukania ust i mycia zębów używana była jeszcze w osiemnastym wieku. Czy nie warto ożywić tej pięknej tradycji teraz, kiedy w ramach Wspólnoty Europejskiej Portugalia jest bliska i import uryny byłby pewnie stosunkowo tani i prosty. A popyt? Jak we wszystkich sprawach związanych z kosmetyką i życiem codziennym, to tylko sprawa umiejętnej perswazji telewizyjnej.. Po kilku przekonywujących audycjach, z powołaniem na źródła zachodnie, każdy będzie wiedział, że najmilszy zapach z ust, to przefermentowana, importowana uryna portugalska. 

Oczywiście na przestrzeni dziejów do higieny ust stosowano także inne sposoby, tańsze, często skuteczne, czasem nie. I tak na przykład w pierwszym wieku naszej ery znane były m.in. takie praktyki: 

Picie koziego mleka zapewniało słodki oddech; 
Do czyszczenia zębów posługiwano się spopielonymi mysimi, zajęczymi lub wilczymi głowami, a także popiołem z kopyt wołowych i kozich, co szczególnie umacniało dziąsła;
Na ból zębów niezawodne było noszenie w woreczku, lub jako naszyjnik, kostek wybranych z wilczych odchodów, a także przemywanie ust trzy razy do roku krwią żółwia. 
Dobrze też było używać jako pasty do zębów mieszaniny smoczej krwi, cynamonu i ałunu w proporcji 3 : 3 : 2. Może to z tego powodu wyginęły smoki? 
Bardziej współcześnie brzmi już receptura z XIX wieku. Pastę robiono ze sproszkowanych muszli mątw (os sepiae - i dziś używane do pielęgnacji dzióbków kanarków), winianu potasu, kredy i dodawano kilka kropel olejku goździkowego. 

Były różne mody w zakresie domowej i przemysłowej produkcji past, ale istotna innowacja nastąpiła dopiero w roku 1956, kiedy to firma Proctor & Gamble wprowadziła pastę fluoryzowaną ('Crest with Fluoristan!'). Fluor stanowi istotny składnik emalii zębowej. Jego brak sprzyja rozwojowi próchnicy. Dodatek fluoru do pasty i wody pitnej ma zapobiegać próchnicy zębów, choć opinie fachowców na ten temat wcale nie są tak jednoznaczne. 
Teraz, kiedy pasta do zębów znajduje się prawie w każdym domu w tak zwanym cywilizowanym świecie, aż trudno uwierzyć, że rozpowszechnienie szorowania zębów w Ameryce nastąpiło dopiero po 1945 roku, i to dzięki ... wojnie. Wtedy to setki tysięcy młodych Amerykanów wróciło z wojska, gdzie mycie zębów było obowiązkowe, z rozkazu. I już się od tego nie oduczyli. 

[QZD01::060]6,7,8

 
 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


czerwiec 2004

v.52

  Site Meter