Jedno zdumienie dziennie...

 

 zestawienia tematyczne 

 

Przemysłu nigeryjskiego ciąg dalszy.

Sztuka wyłudzania forsy od naiwniaków liczących na natychmiastowe wzbogacenie się przez przejęcie pieniędzy oferowanych przez spadkobierców wysokich dygnitarzy lub sum rządowych zdefraudowanych przez urzędników bankowych lub ministerialnych krajów znanych z korupcji i bezprawia, czyli tak zwany przemysł nigeryjski, kwitnie. Inicjatywa wyszła z Nigerii i kilkanaście lat temu opanowała Internet, choć w wersji listowej znana była znacznie dawniej. Jak wszystkie procedery przestępcze, i ten rozwija się, ewoluuje, wykorzystuje nowe możliwości w zakresie informatyki. Niektóre modyfikacje są wręcz humorystyczne. Muszą jednak ciągle łapać naiwniaków, w przeciwnym razie wymarłyby śmiercią naturalną. Inne mogą być wręcz niebezpieczne. 
Jednym z niebezpiecznych, kryminalnym obrotów sprawy są fałszywe banki wraz z podrobionymi stronami internetowymi oferującymi pełne usługi bankowe. Rzecz funkcjonuje w ten sposób - bogaty zagranicznik pozornie nie wyłudza żadnych pieniędzy, prosi jedynie o umożliwienie inwestycji olbrzymiej zwykle sumy w lokalnym biznesie. Przelanie sumy ma nastąpić przez bank taki to a taki (tu adres internetowy strony banku). Partner instruuje dalej, że dla przeprowadzenia sprawy w wymienionym banku trzeba otworzyć konto, na które zostanie przelana suma. Część tej sumy, 15%,  25%, a nawet 30% od razu staje się własnością szczęśliwego partnera. Poszukiwania w sieci dają wynik pozytywny. Jest taki bank, strona ma szacowny wygląd, jak wiele sieciowych banków. W jednym przypadku otrzymałem nawet kod umożliwiający wgląd na konto bankowe kontrahenta. Zajrzałem, rzeczywiście, było tam US$18.000.000.- ! Oczywiście natychmiast podjąłem inicjatywę i wyraziłem chęć otwarcia konta w tym banku celem zakończenia sprawy. Podano mi wtedy obowiązkowy pierwszy wkład - US$ 6.000. Rzecz też normalna, wiele banków domaga się pierwszego wkładu określonej wysokości. Problem tylko w tym, że jak zacząłem dokładniej opukiwać ten bank, to okazało się, że strona jest kopią szanowanego banku angielskiego, ale z podmienionymi adresami kontaktowymi. Oczywiście gdybym wpłacił sumę, bank natychmiast by się zwinął, to znaczy zmienił adres, a przy obecnej dżungli internetowej oznacza to zaginięcie bez śladu. Banki te istnieją tak krótko, że nawet google ich nie zdążą wychwycić. Otwarcie takiego banku nic nie kosztuje, nic nie kosztuje też natychmiastowe zwinięcie lub przeniesienie pod inny adres.  Powiadomiłem bank, którego stronę symulowano. Zgłoszono sprawę na policję, ale bank już dawno przepadł. Takich bankowych kontaktów mam swojej kolekcji kilka. 
Istnieje wiele różnych sposobów łapania naiwniaków. Miałem kilka propozycji od nieuleczalnie chorych, którzy koniecznie chcieli ofiarować olbrzymie pieniądze na cele charytatywne dla zbawienia duszy. Były tylko pewne koszta manipulacyjne, których ofiarodawca nie mógł pokryć ze względu na zachowanie tajności. Zgłaszały się dwie osierocone ksie
ężniczki afrykańskie, kilku synów generałów, których ojcowie zostali okrutnie zamordowani, ale zdążyli zdradzić tajemnicę sejfu ostatnim tchnieniem. Byli synowie farmerów bezlitośnie wypędzonych z Zimbabwe, którzy zdążyli zabrać ze sobą pieniądze przeznaczone na maszyny rolnicze. O dwóch, bardziej pomysłowych przypadkach, pisałem poprzednio. Najczęściej jednak są to wysocy urzędnicy ministerialni lub bankowi różnych krajów (i tu cała kolekcja, oprócz Nigerii, mam Tajwan, Indonezję, Republikę Południowej Afryki, Gabon, Benin, Tanzanię, Wybrzeże Kości Słoniowej i kilka innych, a korespondencja z propozycjami wysyłana była nawet z Czech, Ukrainy, Izraela, Holandii i in.). Panowie ci powiadamiają bez żenady, że pod ich kontrolą zawarto umowę z firmami zagranicznymi z góry zakładając nadpłatę, którą chcą i mogą prywatnie zainwestować. Urzędnicy bankowi znajdują konta bankowe klientów, którzy zginęli w wypadkach lotniczych nie pozostawiając spadkobierców. Miałem też kilka informacji o ofiarach wypadków noszących moje nazwisko. Rzadkie, jak na Afrykę, a jednak... Były to wiadomości od prawników obiecujących zrobić ze mnie legalnego spadkobiercę ofiar tych wypadków. Odpowiadałem, że faktycznie ktoś z mojej rodziny pracował na kontrakcie w Nigerii i że natychmiast podejmę kroki o przekazanie spadku, a prawnik zostanie odpowiednio wynagrodzony. Od razu, na takie dictum, kontakt się zrywał. 
'Przemysł  nigeryjski' kwitnie bezkarnie. Słyszałem o Amerykanach, którzy stracili tą drogą fortuny, słyszałem o zaginionych bez śladu ofiarach, które osobiście wybrały się do egzotycznych krajów dla pobrania oferowanych sum, ale nie słyszałem o jakimkolwiek postępowaniu prawnym, które by doprowadziło do wskazania winnych lub skazania oszustów.  

[QZD02::060]

 

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


czerwiec 2004

v.52

  Site Meter