Jedno zdumienie dziennie...

 

 zestawienia tematyczne 

 

 

Dlaczego piszemy tak, a nie inaczej.

 

 

Opublikowano setki książek o pochodzeniu pisma, ewolucji alfabetów, ale jakoś nie mogę doszukać się konkretnych informacji, dlaczego w różnych kulturach przyjęto takie a nie inne sposoby składania tekstu i graficznego ich przedstawiania. 
Łatwo sobie wyobrazić, że nasz sposób zapisu wynika z określonego sposobu porządkowania najbliższego otoczenia. 
Układamy swoje ruchomości na półkach, symbole, które stały się przedłużeniem naszych rzeczy czy i wyliczaniem, też ustawiamy liniowo na papierze, papirusie czy pergaminie, jak na półeczkach.

 

Piktowie, którzy utrwalali i przesyłali wiadomości na tyczkach czy kijach, do niedawna zresztą nawet brytyjskie archiwa utrzymywane były w tej postaci, ustawiali swoje znaczki ogamu na linii jak nacięcia na kiju. 

Runy Wikingów wyraźnie nawiązują do porządnej ciesielki okrętowej. Linie poskładane jak elementy konstrukcji szkieletu drewnianego statku. 

 

 

Można też sobie wyobrazić, że Inkowie, którzy w transporcie nie posługiwali się pojazdami, nie znali koła, a obciążali materiałami transportowanymi lamy lub gońców, wcześnie nauczyli się starannego wiązania przedmiotów i ich umocowywania, by nie stracić ich podczas transportu w andyjskim terenie. Stali się też mistrzami wiązania supełków i węzłów. Stąd już łatwo do połączenia sztuki wiązania z węzełkowym zapisem qipu i przesyłaniem wiadomości wraz z transportowanymi materiałami. 

 

Kiedy patrzę na piękne zapisy w językach, które przejęły pismo sanskrytu, zawsze przychodzą mi na myśl trudności jakie się miewa w krajach tropikalnych z bezpiecznym ułożeniem rzeczy, by nie zostały zjedzone przez szczury, myszy, różne zwierzęta domowe i pełzające owady. Co wtedy robi turysta, nawet obecnie w drugorzędnym hotelu? Zawiesza swoje zapasy i zjadalne graty na sznurku. Myszy nauczyły się wędrować po sznurkach, ale robią to niesprawnie i rzeczy jako tako zabezpieczone. Warto też popatrzeć, jak przemawiają Nepalczycy, Bhutańczycy czy Tybetańczycy do swoich bogów. Ileż chust, flag, frędzli, szmatek czasem, starannie porozwieszanych na sznurkach z założeniem, że bogowie będą wiedzieć jak to czytać i prośby będą wysłuchane. I taki też sposób układania tekstu widać w sanskrycie - wszystko starannie porozwieszane na sznureczku, zaadresowane do bogów najwidoczniej rozumiejących w czym rzecz.
 

Najwięcej kłopotu nastręczało mi zrozumienie, czemu Majowie akurat wybrali sobie pisanie jakby w kartuszach. Na dodatek pisali z  góry do dołu, a dopiero gdy tekst był dłuższy, kończyli go zapisem poziomym, ale też jakby w kratkach. Niespodziewanie na pomoc przyszła ... mi kukurydza. 
Nie wiem, czy moje deliberacje mają sens, ale proszę popatrzeć na kukurydzę i pismo Majów. 

[QZD02::028];ART32\017\188;ART27\18\113-quipu;[QAB04::095]p170-sans

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


czerwiec 2004

v.52

  Site Meter