zestawienia tematyczne 

 
 

   
Ewolucyjne perspektywy wirusów internetowych.

Muszę powiedzieć, że wiadomość o pojawieniu się wirusów, które zaczęły buszować w świecie telefonów komórkowych, wcale mnie nie zaskoczyła. Wprost przeciwnie, było to do przewidzenia, i czekają nas w tym względzie różne inne niespodzianki. Ewolucja raz uruchomiona w jakichkolwiek systemach informacyjnych, z organizmami biologicznymi włącznie, jest nie do zatrzymania. 
Wszędzie tam gdzie całostki informacyjne osiągają pewien stopień komplikacji, składają się z bloków mogących spełniać różne funkcje, a w danym konkretnym układzie wykorzystuje się tylko część ich potencjalnych możliwości, prędzej czy później pojawiają się pasożyty informacyjne. W technice oznacza to wirusy informacyjne (komputerowe, telefoniczne, chipsowe i in.). W organizmach biologicznych będą to wirusy (niekoniecznie chrobotwórcze), priony, zrakowacenia, choroby genetyczne itp. Genom też odznacza się olbrzymią nadmiarowością. 
Jak każdy układ żywy, wirusy ewoluują i będą ewoluować przystosowując się do zmian środowiska, w którym zostały powołane do istnienia. Wirusy jako istności ożywione omawiane były poprzednio, tu chciałbym poimaginować nieco o ich ewolucji. 
Istnieje zasadnicza różnica między biologicznymi układami żywymi a ich elektronicznymi formami pod względem charakteru siły napędowej ich ewolucji i warto to tutaj wyeksponować. Zasadniczym i chyba jedynym motywem ewoluowania istot biologicznych, w tym wirusów,  jest chęć przetrwania i zaanektowania największej ilości materii i energii w zakres swojego funkcjonowania. W związku z tym szkodzenie gospodarzowi nie jest zasadniczą racją bytu wirusów biologicznych. Wprost przeciwnie, im mniejszą szkodę pasożyt wyrządza żywicielowi, tym lepiej dla pasożyta. Ma większe szanse przetrwania i namnażania. Co wirusowi przyjdzie z tego, że zamorduje żywiciela? Dlatego w medycynie prawie zawsze obserwuje się obniżanie wirulentności patogena w miarę upływu czasu. Natura w 'wymyślaniu' wirusów nie ma intencji szkodzenia czemukolwiek, chodzi tylko o przetrwanie i namnażanie danej formy bytu. Jeśli powstają przy tym szkody, to sprawa uboczna, zwykle temperowana w miarę czasu. 
Wirusy elektroniczne, w wyniku specyficznego charakteru ich stwórcy, mogą i miewają cechy w zamierzeniu niszczące swego gospodarza. Co więcej, wirulentność ich wzrasta w miarę czasu, bo ich ewolucja nastawiona na szkodzenie żywicielowi. Ale to już zagadnienie raczej z zakresu psychopatologii, omówione krótko pod wskazanym adresem, niż wirusologii biologicznej czy elektronicznej. 
Pomijając motywy tworzenia wirusów, zastanówmy się nad ich perspektywami ewolucyjnymi. 
Coraz więcej urządzeń domowych, środków transportu, zabawek, pomocy naukowych, obsługiwanych jest przez programy nadmiarowe, których potencjalne skutki działania są nieprzewidywalne dla samych twórców, a tym bardziej dla użytkowników. Dla twórcy wirusów to jest gratka. Wystarczy producentowi podrzucić przysłowiową świnię, a zabawka czy sprzęt domowy zacznie 'żyć swoim życiem' w określonych sytuacjach czy terminach. Jest to wspaniałe pole do działania dla konkurujących firm i walka z 'Małym Miękkim' (MS) bardzo tę procedurę przypomina. Nie trzeba tu wprowadzać nowych programów, wystarczy poprzestawiać sterowanie. To tak, jakby nie zmieniając genotypu organizmu, pomanipulować w genach grupy Hox. Ciekaw jestem, czy już tego rodzaju 'konkurencja' istnieje między firmami, a rozważania o etyce w biznesie zostawiam świadomie na boku. O ile w zabawkach może to być żart, w środkach transportu może to być holocaust. 
Osobne zagadnienie to ewolucja sposobów infekowania i immunologia w zakresie komputerowej wirusologii. Sprawy te warto omówić osobno. 

Esej przewidziany jest dla umieszczenia na stronie:  'Zagadnienia Kultury Internetowej'. 

[QZD00::008] 
[w tle wirus ORF widziany pod mikroskopem elektronowym (z małym uzupełnieniem)]

 
 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


kwiecień 2004

v.49

  Site Meter