| |
Komórka.
Człowiek
nie noszący komórki na pasku lub w kieszeni, czy też w
damskiej torebce w przypadku dam, nie istnieje. Szczególnie
w Polsce, wedle moich obserwacji. Zdarzyło mi się już
spotkać osobnika z trzema komórkami - jedna służbowa,
druga domowa, trzecia tajna-domowa (do kontaktów z
innym domem, ma się rozumieć). Takie czasy.
Wiadomo, że komórka to w zasadzie walkie-talkie obmyślone
przez amerykańskiego inżyniera Alana Grossa i
opatentowane już w roku 1938. W tej wersji nie nadawało
się do przekazywania osobistych informacji, bo odbiór
nie był adresowany. Rozmów mógł słuchać każdy w
zasięgu nadawcy. W roku 1949 udało mu się usprawnić
wybiórczość odbioru, ale nie potrafił zainteresować
wynalazkiem amerykańskich firm. Nawet Bell Co., której
imiennik miał tyle niepowodzeń w znalezieniu sponsora,
nie docenił wynalazku. Rzecz została podjęta po ponad
trzydziestu latach w
Szwecji w roku 1981, ale patent Grossa już wygasł i
wynalazca nic na tym nie zarobił. Zorganizowano tam sieć
stacji nadawczo- odbiorczych małej mocy. Każdy
posiadacz aparatu nadawczo-odbiorczego w zasięgu danej stacji kontaktował się z nią, a stamtąd, już
poprzez sieć komputerową, wiadomość szła do
stacji w zasięgu której był odbiorca.
A skąd dziwna nazwa 'komórka'? Przecież rzecz nie ma
nic wspólnego ani z komórką na węgiel czy komórką
dla kozy, ani też z komórka biologiczną. Okazuje się,
że Szwedzi nazwali komórkami stosunkowo niewielkie
obszary kraju leżące w zasięgu jednej stacji
nadawczo-odbiorczej. Stopniowo cały kraj pokryty został
siecią 'komórek', stąd nazwa 'cell-phone' i w prostym
tłumaczeniu na polski wyszła z tego komórka.
Warto przypomnieć, że w Polsce używanie walkie-talkie
było zakazane. Kiedy w latach siedemdziesiątych
przywiozłem ze Szwecji parkę aparatów, postanowiliśmy
z laborantem rzecz sprawdzić w praktyce. Pojechaliśmy
kilkanaście kilometrów w las, oddaliliśmy się od
siebie na kilkaset metrów i pogadywaliśmy o tym i
owym. Kiedy po kilkunastu minutach wyszliśmy z lasu na
szosę, stała już tam buda namiarowa Milicji. Uszliśmy
za grzybiarzy i jakoś nie wsadzono nas do budy. Pewnie
po prostu jeszcze nie zdążyli nas dokładnie namierzyć..
[QZD01::062];ART31-021p160
|
|