|
Słodycze boskiego
pochodzenia.
Jak
tylko Hiszpanie zorientowali się, że bluźniercze ciasteczka, w których
Indianie zjadali swego boga w szatański sposób przedrzeźniając
sakrament ołtarza robione są szarłatowej mąki, natychmiast zakazali
uprawiać i spożywać szarłat we wszelkiej postaci.
I tak przez kilka wieków zanikły pola uprawne, zaginęła tradycja.
Zapewne jednak pokątnie zbierano dziki szarłat i przekazywano z
pokolenia na pokolenie sposób jego użytkowania. Kiedy po czasie 'cenzura'
życia codziennego w Meksyku i innych krajach latynoskich zelżała,
jakieś dwieście lat temu odżyła sztuka używania szarłatu w meksykańskiej
kuchni, na targach zaczęły pojawiać się łakocie i słodycze pod
nazwą alegria (alegria po hiszpańsku to radość, wesołość),
robione w podobny sposób, jak Aztecy wyrabiali tzoalli.
Na
zdjęciach widzimy alegria sprzedawane na targu w Patzuaro (Meksyk, stan
Michoacan). Pewnie aby nie kusić diabła, obecnie najczęściej zamiast
mąki bierze się prażone nasiona szarłatu i ugniata z 'czarnym
miodem', syropem z soku agawy lub syropem z trzciny cukrowej.
Produkuje się też alegria na sposób bardziej nowoczesny. Urobione
ciasto wkłada się w duże foremki, przyciska i powstały placek kroi
na małe ciasteczka lub kostki, obsypuje cukrem czy zabarwia. Opakowane
w woreczki plastikowe zachowują świeżość przez kilka miesięcy i
pewnie nadawałyby się na eksport. Może warto o tym pomyśleć w
ramach globalizacji.
Wprawdzie
większość zebranych nasion szarłatu przeznacza się na produkcję alegria, ale
mąka szarłatowa używana
jest także do produkcji tradycyjnych napojów (atole), dodaje się do
pinolate (napój z dodatkiem proszku waniliowego), przyprawia mięsa (tamale),
robi się pierożki, dodaje się do ciast, deserów, i innych specjałow latynoamerykańskiej
kuchni, a nawet do chleba i tortilli.
I tak dla jednych boski, dla innych diabelski pokarm dostępny jest znów
dla potomków wyznawców azteckich bogów jak i potomków ich śmiertelnych
wrogów.
|
|