| |
Hymnologia
porównawcza, cz. II.
A my, umiejscowieni miedzy narodami zachłystującymi się swoją prawdziwą czy
pozorną potęgą, hołubiącymi agresywność i arogancję, śpiewaliśmy żałośnie, niejako z pozycji
leżącej, znokautowanej ofiary, uciemiężonej, nie poddającej się, ale zawsze i tylko ofiary. Ofiary
liczącej na to, że wbrew rozsądkowi, wbrew logice, coś się zmieni na lepsze i
jakoś to beeee..., że odbierzemy szablą, co nam zabrano, że skupimy się koło
jakiegoś wodza, co to rzuci się w morze, przymaszeruje z ziemi włoskiej, i że ten
wódz, który wreszcie skądsiś przybędzie, złączy się z narodem...
Jeszcze Polska nie zginęła,
Póki my żyjemy
Co nam obca przemoc wzięła
Szabla odbierzemy.
Marsz, marsz, Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski,
Pod twoim przewodem
Złączym się z narodem...
|
"Rota" też jest podobna w tonie. Mówi czego nie zrobimy i czego Niemiec nie
będzie robił, chociaż to robił i w pewnym sensie robi dalej, za naszym
przyzwoleniem...
Nie rzucim ziemi skąd nasz rod
Nie damy pogrześć mowy...
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz,
Ni dzieci nam germanił...
|
Nie da się ukryć, polskie pieśni patriotyczne bardziej nadają się do zbiorowego
płakania, niż do zbiorowego działania, nie mówiąc już o ekspansji terytorialnej, czy agresji w stosunku do innych
narodów. Zresztą w jednej ze zwrotek hymnu było i tak:
Mówił ojciec do swej Basi
Cały zapłakany,
Słuchaj Basiu, pono nasi
Biją w tarabany,
Marsz, marsz, Dąbrowski...
|
Sam przeżyłem coś, czego nie zapomnę do końca życia i co przypomina mi się, kiedy zastanawiam
się nad narodem, nad Polską i losem Polaków. Było to wiosna 1945 roku w małym
przygranicznym miasteczku na tzw. Mazurach Pomorskich w kilkanaście tygodni po wkroczeniu Armii Czerwonej.
Na wypalonym doszczętnie Rynku, spalonym zresztą przez Rosjan, zwołano wiec ludności.
Na balkon spalonego ratusza, po drabinie, wszedł delegat rządu i otworzył wiec odśpiewaniem hymnu narodowego. Na rynku
było kilkadziesiąt zastrachanych kobiet i chmara dzieci. Mężczyzn nie było. Byli albo w wojsku niemieckim, albo w jednym z wojsk polskich, albo w armii podziemnej, ale
najczęściej w armii nadziemnej, u Bozi, zaprowadzeni tam albo przez armie niemiecka, albo przez jedna z armii polskich, albo przez
Armię Czerwoną. Taki był nonsens dziejów.
Każdy oczywiście pamiętał hymn, śpiew zaczął się dziarsko, ale już po pierwszych
słowach, po - "... nie zginęła... ", kobietom zaszkliły się oczy, a kiedy prowadzący
wiec zaintonował 'Nie rzuci ziemi... ' -kobiety rozpłakały się w glos, dzieci
widząc plączące matki, w ryk, i zaczął się taki patriotyczny rejwach, że przemówień
chyba już żadnych nie było. Sam wrzeszczałem jak głupi, choć nie wiedziałem
w czym rzecz... To, co ludzie z zaciętymi ustami znosili przez cale pokolenia,
wylało się płaczem, kiedy swobodnie można było zaśpiewać polskie hymny.
I pewna reminescencja hymnowa z innych czasów, innych , można powiedzieć,
z innych światów -..
W czasie wojny jaruzelskiej miałem okazję uczestniczyć w powitaniu Papieża na olbrzymim
stadionie narodowym w Trynidadzie na Karaibach. Maleńka grupa Polonii z trudem zdobyła
przedtem nuty hymnu polskiego
i trynidadzka orkiestra wojskowa nocą ćwiczyła Mazurka Dąbrowskiego. Kiedy jednak
podsunięto im tekst i nuty 'Boże coś Polskę' - wykonawstwa odmówiono. Dlaczego? A no, prosta
sprawa - czujność polityczna. W tekście zawarte były sformułowania niezgodne z
istniejącym stanem rzeczy: 'Ojczyznę wolną racz nam wrócić Paaaanie!'. Ktoś
się połapał, że mamy wolną Ojczyznę, więc czego chcemy? Samogwałt nie jest przecież gwałtem,
skomentował nieoficjalnie jeden z notabli Komitetu Powitalnego odznaczający się
zdrowym poczuciem humoru i polityczną poprawnością. Trudno było odmówić mu racji.
A kilka lat temu w Internecie wędrowała taka propozycja unowocześnienia
hymnu, nieco cyniczna, ale jednak konstruktywna...
Już się Polska rozwinęła
i się jeszcze zmieni,
bo będziemy ją budować,
wiarą pokrzepieni.
Żyj, żyj dla Polski
póki lata młode,
ona da ci za to
wianek na nagrodę... |
|
|