Jedno zdumienie dziennie...

 
 

Świnka morska w diagnostyce i lecznictwie alternatywnym.

Znana jest przydatność świnek morskich w badaniach genetycznych, medycznych i farmakologicznych. Setki tysięcy, jeśli nie miliony, poszło pod nóź dla tych zbożnych celów. Człowiek, z zupełnie irracjonalnych względów zakazuje przeprowadzanie badań na osobnikach własnego gatunku, a bez skrupułów (prawie), upoważnił się do dysponowania osobnikami innych gatunków. Nie mówię o pełnym zakazie doświadczeń na zwierzętach, ale jakąś równość powinna tu obowiązywać. 

Warto też opisać niekonwencjonalne (alternatywne, ma się rozumieć) zastosowania świnki morskiej w lecznictwie. Peruwiańscy
curanderos, czyli znachorzy określają przy pomocy świnki morskiej część ciała lub organ, z powodu którego pacjent niedomaga. Sposób jest bardzo prosty i dla pacjenta i dla znachora, choć nieco kłopotliwy dla świnki morskiej. Otóż pocierają świnką morską całe ciało pacjenta, powiedzielibyśmy, poddają pacjenta świneczkowemu skanowaniu. Potem przecinają świnkę wzdłuż na równe połcie, oglądają zabarwienie jej wnętrzności i organów, i już wiedzą, co pacjentowi dolega. 
Inny sposób, już nie tylko diagnozy, ale tekże leczenia polega na ulepszonym nieco skanowaniu. Wybiera się czarną jak węgiel świnkę, poi piwem (pijane zwierzątko lepiej wyczuwa choróbska), stroi wstążkami i przeciera nią całe ciało chorego.  Potem wypuszcza się ją na wolność. Świnka zabiera ze sobą chorobę uwalniając od niej pacjenta. Ale biada temu, kto jej wejdzie w drogę. Po prostu przechwyci od świnki schorzenie. Pewnie wstążeczki mają ostrzegać przed kontaktem z zaraźliwym stworzonkiem. 
I tak, beż żadnych rezonansów, izotopów, pól elektromagnetycznych ani leków, można łatwo i tanio pozbyć się chorób, nawet bez szczegółowej diagnozy. Niestety udaje się to tylko tam, gdzie są curanderos.

[QZD00::054];[QZC00::040]7;[QAB07::695]


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


marzec 2004

v.47

  Site Meter