|
Świnka morska w
diagnostyce i lecznictwie alternatywnym.
Znana
jest przydatność świnek morskich w badaniach genetycznych, medycznych
i farmakologicznych. Setki tysięcy, jeśli nie miliony, poszło pod nóź
dla tych zbożnych celów. Człowiek, z zupełnie irracjonalnych względów
zakazuje przeprowadzanie badań na osobnikach własnego gatunku, a bez
skrupułów (prawie), upoważnił się do dysponowania osobnikami innych
gatunków. Nie mówię o pełnym zakazie doświadczeń na zwierzętach,
ale jakąś równość powinna tu obowiązywać.
Warto też opisać niekonwencjonalne (alternatywne, ma się rozumieć)
zastosowania świnki morskiej w lecznictwie. Peruwiańscy curanderos,
czyli znachorzy określają przy pomocy świnki morskiej część ciała
lub organ, z powodu którego pacjent niedomaga. Sposób jest bardzo
prosty i dla pacjenta i dla znachora, choć nieco kłopotliwy dla świnki
morskiej. Otóż pocierają świnką morską całe ciało pacjenta, powiedzielibyśmy, poddają pacjenta świneczkowemu skanowaniu. Potem przecinają
świnkę wzdłuż na równe połcie, oglądają zabarwienie jej wnętrzności
i organów, i już wiedzą, co pacjentowi dolega.
Inny sposób, już nie tylko diagnozy, ale tekże leczenia polega na
ulepszonym nieco skanowaniu. Wybiera się czarną jak węgiel świnkę, poi piwem (pijane
zwierzątko lepiej wyczuwa choróbska), stroi wstążkami i przeciera nią
całe ciało chorego. Potem wypuszcza się ją na wolność. Świnka
zabiera ze sobą chorobę uwalniając od niej pacjenta. Ale biada temu,
kto jej wejdzie w drogę. Po prostu przechwyci od świnki schorzenie.
Pewnie wstążeczki mają ostrzegać przed kontaktem z zaraźliwym
stworzonkiem.
I tak, beż żadnych rezonansów, izotopów, pól elektromagnetycznych
ani leków, można łatwo i tanio pozbyć się chorób, nawet bez szczegółowej
diagnozy. Niestety udaje się to tylko tam, gdzie są curanderos.
|
|