| |
Świnka morska na stole.
Świnka morska (Cavia porcellus), gryzoń z
rodziny marowatych (Caviidae), bliski krewniak szczura, myszy,
chomika i kapibary, u nas pospolite zwierzątko domowe, została udomowiona
przez Inków ponad 3000 lat temu. Niektórzy sądzą, że stało się to
dawniej i dokonali tego już poprzednicy Inków zamieszkujący obecne tereny
Peru. Udomowienie jej jest tak kompletne, że obecnie nie występuje dziko w
przyrodzie. Dawniej Inkowie, a dziś mieszkańcy Ekwadoru, Peru Boliwii
i Chile trzymają czasem po kilkadziesiąt osobników, które wałęsają
się swobodnie w domu i koło domu, jedzą co popadnie, a kiedy
przyjdzie pora, wędrują do garnka albo na ruszt. Jako gatunek świnka
morska odznacza się olbrzymią różnorodnością biologiczną. Futerko ma wszystkich
możliwych kolorów (bez zielonego i niebieskiego), a osobniki ras
hodowanych na mięso mogą ważyć nawet 1,5 kg.
W swojej biologicznej krasie przedstawia się dostojnie. Ale na targu w
krajach latynoamerykańskich, gdzie nazywa się cuy, bywa gorzej.

Dalsze losy są jeszcze mniej dostojne, że nie
wspomnę o końcowym etapie tego procederu. O wiele godniej przedstawił
to Zapata w swojej 'Ostatniej wieczerzy'.
Dla amatorów egzotycznego jadła podaję przepis na przyrządzanie świnki
morskiej w stylu Ayacucho.

|
|
|
Bierzemy świnkę morską (można podebrać dzieciom lub wnukom, jeśli
mają ich za dużo), nie odcinamy łebka, ale rozprawiamy się z nią np
pałką. Włosy schodzą po sparzeniu. Osuszoną skórę nacieramy
mielonym kminkiem (zaleca się kmin rzymski Cuminum cyminum, ale
pewnie i nasz może być), solą i pieprzem i przysypujemy mąką. Wkładamy
do
uprzednio rozgrzanego oleju bacząc, by opiekała się ze
wszystkich stron równomiernie. Można też smażyć na rożnie, jak wyżej. Podajemy
z gotowanymi ziemniakami lub gotowanym maniokiem, najlepsza do tego sałatka
z pomidorów i pokrojonej cebulki w soku limonowym. Je się rękoma.
Wedle bywalców, smakuje jak smażona kaczka o konsystencji kurczęcia.
Dzieci będą przepadać za takim daniem.
Warto tu może wspomnieć o samej nazwie zwierzątka. Otóż zarówno
polska nazwa, jak i angielska 'guinea pig', czy niemiecka (Meerschweinchen)
i rosyjska (morskaja swinka) są nieporozumieniem. Świnka
morska nie ma nic wspólnego ani z morzem, ani ze świńmi. Może przypominać
włochatą świnkę miniaturową, ale biologicznie jest bardzo od niej
odległa. A morska - chyba, że przywędrowała do nas zza mórz. A
angielskie 'guinea' wzięło się z poplątaniem Gujany z Gwineą.
Przywieźli ją Portugalczycy, którzy władali Zatoką Gwinejską, więc
przyjęto, że pochodzi z Gwinei. Włosi i Francuzi natomiast
uznali, że to jest świnka indyjska, myląc za Kolumbem Amerykę z
Indiami.
|
|