Jedno zdumienie dziennie...

 

 

Maria Curie-Skłodowska i Edison. 

W przedstawionej poprzednio książce znajdujemy taki opis wizyty Marii Curie-Skłodowskiej w Ameryce i jej spotkania z Edisonem. Cukierkowy nieco, ale interesujący. 

Działo się to w roku 1929. Maria Curie-Skłodowska została zaproszona do Stanów Zjednoczonych, gdzie podarowano jej 1 g radu, który przekazała na potrzeby Instytutu Radowego w Warszawie. W czasie uroczystego obiadu wydanego na jej cześć taka sytuacja miała miejsce wedle opisu M. Kuncewiczowej.


 

... Edison wysłuchał mów, dobroduszny i uśmiechnięty, kiedy zaś toasty przebrzmiały, wstał, pomilczał chwilę i oto, co wreszcie powiedział :

— Moi drodzy, bardzo wam dziękuję, że mnie tak chwalicie za moje wynalazki. Sam zresztą wiem, że uczyniłem niejedno dla waszej wygody, dla uprzyjemnienia i zagospodarowania świata. Ale zważcie, że właściwie nie dałem wam nic nowego : pracowałem na gotowym. Udało mi się jedynie zużytkować i przystosować do użytku niektóre, dawno już znane, właściwości potęg przyrodniczych. Stworzyłem kilka sprzętów, kilka aparatów, które jutro zostaną może wyrzucone, bo zastąpią je inne, bardziej ulepszone sprzęty. Może na miejscu żarówki elektrycznej zapłonie inna, jeszcze udatniejsza lampa ? Czyż jednak klęska żarówki zdoła kiedykolwiek zaćmić znaczenie samej elektryczności, którą świat jest przesycony? Otóż, moi drodzy, ja nie odkryłem elektryczności, ja tylko wynalazłem żarówkę. Nigdy zaś wynalazek nie sprosta odkryciu. Jest tu natomiast między nami ktoś, kto nie pracował na gotowym, ktoś, co odkrył nowy szczegół budowy , wszechświata, nową siłę przyrody : rad. Tym kimś jest Maria Skłodowska-Curie. Ja, praktyczny wynalazca, piję zdrowie genialnej odkrywczym.
Zapanowało milczenie. Niektórzy goście westchnęli. Inni z podziwem przenosili wzrok z twarzy potężnego a tak skromnego uczonego na twarz tak głośnej i tak przecież cichej uczonej.
Maria Skłodowska-Curie uścisnęła dłoń Edisona. Miała w oczach pokorę wtajemniczonych i ciepło miłości. Nie tłumaczyła się i nie dziękowała. W świecie, w którym pracują wielkie duchy, nie ma próśb, nie ma podziękowań, nie ma osobistych darów, nie ma drabiny zasług i odznaczeń : wszystko dzieje się dla wszystkich, bez ceny i bez ofiary. Bo właśnie ofiara staje się nagrodą.

M. Kuncewiczowa

 


[QZD00::061];[QZD00::043]


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


marzec 2004

v.47

  Site Meter