|
Iglo i kosmogeneza słońca
i księzyca.
Kilka lat temu otwarto w arktycznej części
Szwecji lodowy hotel dla 40 osób funkcjonujący przez cztery miesiące
w roku. Płacąc sto kilkadziesiąt dolarów za dobę można zamieszkać
w dwuosobowych lodowych komnatach. Dostępna jest restauracja, bar, sala
konferencyjna z odpowiednim sprzętem. Hotel oferuje specjalny
apartament dla nowożeńców w podróży miodowej. Zaleca się sypianie w śpiworach ułożonych na sosnowych
gałęziach i wymoszczonych skórami renów.
Mieszkamy w takim hotelu, a za lodowym oknem szaleją zorze polarne. W
hotelu nie mieszkałem, ale szaleństwo burz kosmicznych miałem okazję
oglądać w polarnej Finlandii. Rzecz nie do zapomnienia. Jak wiadomo
zorze polarne maja nieskończone mnóstwo sposobów prezentacji. Na mnie
największe wrażenie zrobiła taka oto wersja zorzy. Wyglądało to
tak, jakby nade mną znajdowała się olbrzymia tafla szklana, a na nią z
góry wylewał ktoś strumień gęstego miodu. Wyraźnie widać było
leniwy strumień rozlewającego
się powoli miodu z zachowaniem typowych 'wałeczków', które na brzegu
tej tafli powoli zanikały. Przy tym skądś w tych miodowych strumieniach
pojawiało się światło jak w światłowodzie o miodowym, i naprzemian
czerwoawym kolorze. Stałem zagapiony chyba z godzinę w arktycznej
nocy na śniegu, aż mi buty przymarzły do gruntu..
Niestety
nie mam zdjęcia tej postaci zorzy. Załączona ilustracja innej postaci
zorzy (nie moja), tylko w części oddaje niezwykłość zjawiska.
Stosunkowo duże zagęszcze-nie mieszkaniowe w iglo i brak rozrywek typu
telewizji, a nawet radia, pozwoliło na powstanie bardzo miłego
obyczaju towarzyskiego. Otóż kiedy gospodarz wynosi lampę foczą na
zewnątrz iglo, daje tym znak do rozpoczęcia zabawy towarzyskiej polegającej
na dobieraniu partnera zupełnie anonimowo i po omacku. Zupełnie
niespodziewanie obyczaj ten przyczynił się do zrozumienia kosmogenezy słońca
i księżyca, nad czym astronomowie w innych krajach łamali sobie głowę
od pokoleń. Otóż w pewnym iglo pewna śliczna dziewczyna zauważyła,
że w kolejnych zabawach trafia zawsze na tego samego partnera.
Zaintrygowana, postanowiła sprawdzić, czy to nie jest przypadkiem jej
brat. W odpowiednim momencie posmarowała sobie dłonie sadzą i oznakowała
w ten sposób kochanka. Wybiegła z iglo po pochodnię, by się przekonać
co zacz, ale on wybiegł za nią, porwał pochodnię i zaczął ją
gonić. I tak biegli coraz szybciej i szybciej po śniegowych
pustkowiach, aż z tego pędu porwało ich w niebiosa (przekroczyli
widocznie pierwszą szybkość kosmiczną). Ona, gorąca i jasna stała
się słońcem, a on, przyciemniony sadzami, stał się księżycem, co
i teraz można zobaczyć na niebie. Historia nie wyjaśnia, czemu on ją
gonił a ona uciekała, ale przecież w astronomii jest znacznie więcej
niewyjaśnionych spraw, niż motywy gonitwy kochanków.
[QZC00::033][QZD00::022];[RIR27::053];RCP05066\05\113;[RIQ8::008]
|
|