zestawienia tematyczne 


 

 Zapłodnienie przez postrzelenie.

Jeden z niezwykle rzadkich sposobów zajścia w ciążę przydarzył się pewnej Amerykance, uczestniczce walk po stronie Konfederatów w czasie amerykańskiej wojny domowej w latach 1861 - 1865. 
Dziewczę, pod okiem mamusi obserwowało pole walki przed ich domem pod Raymond w Mississippi (battle of Raymond). Aż tu nagle widać z okna padającego żołnierza, którym zajął się medyk armijny, a równocześnie przypatrujące się dziewczę pada rażone pociskiem. Medyk opiekujący się rannym przychodzi także na pomoc dziewczęciu i oboje zostali uratowani. Wojak utracił lewe jądro porwane pociskiem, a dziewczę została ranne rikoszetem. Medyk, jako że przebywał w okolicy jeszcze przez jakiś czas z armią konfederatów, odwiedzał rodzinę dziewczęcia i po kilku miesiącach zauważył, że panienka jest w ciąży. Dla rodziny południowców o ostrych zasadach moralnych skandal był to niebywały. Dziewczyna zarzekała się, że jest niewinna i nie ma pojęcia o żadnych sprawach z tym związanych, co też było bardzo prawdopodobne. Wbrew oczywistości, dziewczyna była dziewicą, co stwierdził lekarz, i poród nastąpił w przewidzianym czasie. Noworodek jednak zaczął przejawiać pewne patologiczne cechy. Medyk zajął się także tą sprawą i po małym zabiegu operacyjnym usunął z maleństwa resztki rikoszetowanego pocisku. I teraz wystarczyło połączyć logicznie fakty. Wszystko wskazywało na to, że pocisk który trafił w lewe jądro wojaka pobrał najwidoczniej pewną liczbę plemników i przeniósł je w dziewicze łono Amerykanki. Medyk w tę sprawę zaangażowany skontaktował żołnierza bez lewego jądra ze szczęśliwą dziewiczą mamusią i znajomość okazała się niezwykle owocna. Młodzi pobrali się wkrótce i małżonka, już bez pośrednictwa kul karabinowych, porodziła  jeszcze dwoje dzieci. 
Rzecz zostało fachowo opisana w listopadowym numerze 1874  The American Medical Weekly, poważanym piśmie medycznym, i byłaby piękna i romantyczna, gdyby nie była fałszywa. Okazało się, że to lekarz wojskowy, Dr. LeGrand G. Capers wymyślił tę historię i podał anonimowo do druku. Redaktor jednak, znając charakter pisma lekarza z innych publikacji, zamieścił autora artykułu, co ośmieszyło go w kręgach medycznych i podważyło jego reputację. Niemniej rzecz uważana była za prawdziwą i cytowana w różnych dziełach medycznych aż do końca lat pięćdziesiatych.
W jakiej intencji Dr Capers wymyślił i opisał całą historyjkę? Tłumaczył się potem niezgrabnie, że chciał ośmieszyć bohaterów wojny, co to w opowiadaniach zabijali dziesiątki wrogów jednym strzałem, jednoosobowo brali do niewoli całe kompanie wroga... .. znamy to, znamy..

[QZD00::004];[QNK19::032]

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


luty 2004

v.42

  Site Meter