zestawienia tematyczne 


 

 Dojne krowie drzewo.

Są mlekodajne krowy, kozy, kobyły, owce, to czemu ma nie być mlekodajnych drzew? Występujące w Ameryce Tropikalnej piękne, rozłożyste, wysokie do 30 m,  Brosimum galactodendron (palo de vaca, arbol de leche) właśnie to robi - daje mleko, jak je odpowiednio potraktować. Wprawdzie nie doi się go, bo nie ma wymion, ale wystarczy naciąć nieco korę, aby zaczął pojawiać biały, smaczny wyciek lateksu. Lateks ten nie tężeje, jest słodki, nadaje się do picia, jest dokonałym dodatkiem do kawy jak śmietana, używany jest także do innych kulinarnych celów.


Brosimum galactodendron


(źródło)


Opisał to drzewo już Aleksander Humboldt w dziennikach podróży do Ameryki Południowej (1825), ale rzecz wydawała się tak dziwaczna, że tylko autorytet badacza ochronił całą sprawę przed wyśmianiem. Inny gatunek z rodzaju Brosimum, B. alicastrum, nazywany orzechem chlebowym, daje także mleko i na dodatek smaczne orzechy, które zmielone są pożywnym pokarmem, prawie jak chleb. Jedno duże drzewo może dostarczyć 1.000 kg orzechów.  Istnieją podstawy by sądzić, że Majowie nie tylko zbierali orzechy chlebowe, ale regularnie uprawiali drzewa i tylko w wyniku upadku ich kultury, sztuka ta uległa zapomnieniu.. Wiadomo że w Tikal, zaginionym mieście Majów w obecnej Gwatemali istniały uprawy orzecha chlebowego, a nasiona przetrzymywano w specjalnych magazynach 'na czarną godzinę' (200 BC do 900 AD). 
Rodzaj Brosimum należy do rodziny morwowatych, do której należą też inne, niezmiernie pożyteczne rośliny, jak morwa biała i czarna (Morus sp.), drzewo chlebowe, a także puszkinowski, a właściwie darwinowski (od Erazma Darwina) anczar (Antiaris toxicaria), którego lateks do dziś stosuje się do trucia niewiernych żon i konkubin w Indonezji. Brosimum znajdzie zapewne nowe regiony ekspansji - znosi dobrze susze, przepadają za jego liśćmi wielbłądy, owce, bydło domowe, w związku z tym prowadzi się badania nad jego uprawą w innych krajach tropikalnych. 

Niespodziewanie dowiedziałem się, że dojne drzewo przyczyniło się do poznania istoty pewnych zjawisk astronomicznych. Wszyscy znamy wyraz twarzy księżyca, coś pośredniego między satysfakcją z dokonanego dzieła i niepokojem o jego skutki. A było to tak. Pewną piękna dziewczynę Nambikwarę z południowej Amazonii odwiedzał co nocy pewien miejscowy galant, a rankiem znikał, jak to galanci. Kiedy dziewczyna zaszła w ciążę, jak to dziewczyna, postanowiła poznać swojego kochanka. Posmarowała więc jego twarz mlekiem z dojnego drzewa. Ze zdumieniem poznała wymalowane wzorki na tarczy księżyca. Od tego czasu wiemy, skąd wziął się ten dziwny wyraz twarzy, widoczny też u nas u faceta zwanego panem Twardowskim.

[QZC09::002]

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


luty 2004

v.42

  Site Meter