Najbardziej atrakcyjna szminka.

W latach dwudziestych ubiegłego wieku zdarzało się w niektórych miastach Nowej Anglii i Illinois, że dziewczyny upiększały się na świecąco, to znaczy szminkowały się, cieniowały oczy, malowały zęby swiecącą farbą, do której miały dostęp w miejscu pracy - w fabrykach produkujących świecące w nocy cyferblaty, guziki, oznakowania na precyzyjnym sprzęcie wojskowym, a nawet atrakcyjne dewocjonalia. 
W roku 1920 zaczęto w Stanach Zjednoczonych używać farb radioaktywnych do produkcji wymienionego sprzętu, powstał cały przemysł oparty na wykorzystaniu efektu scyntylacji w farbach złożonych z siarczku cynku (ZnS) z dodatkiem radu. Zatrudniano głównie młode kobiety, praca była łatwa, płace wyższe niż praczek czy sprzątaczek. Robota polegała na precyzyjnym malowaniu tą farbą cyfr na tarczach zegarków i rynek opanowany został przez budziki i zegarki ręczne z pięknie święcącymi w nocy cyframi. Trzeba było pracować szybko i precyzyjnie, farbę nanoszono cienkimi pędzelkami z wielbłądziego włosia, a wiadomo, pędzelki takie po kilku maźnięciach 'rozłażą' się i trzeba je odpowiednio formować. Robiono to, jak zresztą robili to malarze od wieków, wkładając czubeczek pędzla do ust. Po jakimś czasie dziewczęta zauważyły, że usta i zęby także nabrały atrakcyjnego blasku. a także ich fartuchy przynoszone do domu budziły podziw, bo błyszczały w ciemności. Wiadomo, dziewczyna wszystko zrobi, żeby się wyróżnić i upiększyć. I tak doszło do scyntylacyjnego szminkowania się. Na szczęście, były to przypadki rzadkie, ale przemysł ten zatrudniał około 4.000 kobiet, więc liczba kobiet skażonych radem była znaczna. 
W roku 1924 nowojorski lekarz Theodore Blum zauważył, że coś niedobrego dzieje się z jedną z pacjentek z nie gojącymi się ranami w jamie ustnej i skojarzył to z jej zatrudnieniem. Okazało się, że objawy takie notowano też w innych miejscach, gdzie farby te używano, a diagnoza była najczęściej: syfilis, anemia lub angina Wincentego. 
Kiedy zajęto się sprawą szczegółowiej, okazało się, że średnio pracownica malowała dziennie od 250 do 300 cyferblatów, przy każdym z nich lizała pędzel kilka do kilkanaście razy. Jeśli za każdym razem zebrała tylko 1 mg farby, biorąc pod uwagę nikłą zawartość radu w farbie, dawało to i tak 4 miligramy radu przez pół roku.  Jest to doza olbrzymia, jeśli wziąć pod uwagę obecnie obowiązujące normy, np. w wodzie pitnej wynoszące 0,7 Bq na litr. Oznacza to mniej niż jeden rozpad radioaktywny w litrze wody na sekundę. Pomijając przeliczenia, trzeba by wypić całe morza wody, żeby zjeść 4 miligramy radu.. (dociekliwym zostawiam przeliczenie: zawartość naturalna radu w wodzie morskiej wynosi 7x10-11 ppm). 
Rad w organizmie zachowuje się podobnie jak wapń wbudowując się w kości. Przebadane kości kobiet pracujących w podobnych warunkach we Francji do dziś są mocno radioktywne, wiele lat po ich śmierci. Tak więc niewinne zegarki stały się przyczyną śmierci wielu kobiet, równocześnie jednak pozwoliły na zebranie olbrzymiej ilości danych o skutkach napromieniowania. Taka bywa cena medycznej wiedzy.. 
Do niedawna miałem jeszcze nieco radioaktywnej farby, którą dostałem od znajomego zegarmistrza. Przyjemnie było patrzeć na zielonawe iskierki, dobrze widoczne przez szkło powiększające, jakby tajemnicze sygnały ze świata jądra atomowego. 
O ile mi wiadomo, zaprzestano już produkcji scyntylacyjnych zegarków i dewocjonaliów. Efekty nocnego świecenia wywołuje się teraz w oparciu o  chemoluminescencję lub elektroluminescencję. Bezpieczniejsze to, ale nudniejsze. Tajemniczego pobłyskiwania nie ma.. 
Becquerel, od niego pochodzi nazwa jednostki rozpadu radioaktywnego, zwykł był nosić nieco radu, który mu podarowali państwo Curie, w kieszonce od kamizelki. Zauważył już w roku 1898 poparzenia na swojej skórze. Mawiał - 'kocham ten rad, ale mam z nim nieco na bakier..'...

[QZC00::061]1-6;[QNT79118]; [QNK06::028]

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


październik  2003

v.31

  Site Meter