Jedno zdumienie dziennie....

 zestawienia tematyczne 


 

 Zielnik pewnej praskiej panienki. 

 

Dawno temu, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku udało, mi się wyjechać do bratniej republiki z naszego obozu, do Czechosłowacji. Wówczas było to wielkie przeżycie, egzotyczna wręcz wyprawa, o czym teraz już mało kto pamięta. Zachłystując się czeskim dobrobytem, nie omieszkałem też przelecieć się po antykwariatach. W jednym z nich, na Starym Mieście, wygrzebałem ten oto panieński zielnik z roku 1877 i kupiłem za jedne 40 koron, chyba połowę dziennej diety. 
Była właścicielka - twórczyni, chyba uczennica jakiegoś gimnazjum niemieckiego w Pradze, zebrała w nim i starannie zasuszyła sto dwie rośliny przykleiwszy je do kartek marnego papieru niebieskimi paseczkami. Wszystkie okazy są starannie podpisane po niemiecku tzw.  pismem narodowym, które obowiązywało w krajach niemieckich aż do 1943. Teraz mało kto, nawet w Niemczech, potrafi je odcyfrować. 
Panienka widocznie lubiła spacerować po łąkach. Większość okazów w zielniku, to pospolite rośliny dzikie, chwasty, prawie nie ma tu roślin ogrodowych ani drzewiastych. 
Czego tu nie ma! Jest tasznik, mniszek lekarski, pokrzywa, kilka jaskrów, babka lekarska, kilka traw, a także kokoryczka wielokwiatowa, jak w lasach pod Jabłonną. 
Panienka najwyraźniej miała zdolności artystyczne - na okładce widnieje piękny szkic dzikiej róży, wykonany ołówkiem (tu w tle).
Jeśli jest to zielnik zebrany w ramach nauki botaniki w jej szkole, to niewątpliwie jest dowodem wysokiego poziomu nauk przyrodniczych w cesarskich szkołach. Obecnie, w Nowej Zelandii, można przejść całą szkołę średnia i nie usłyszeć nic o roślinach, choć kraj z tego żyje...

[QZC09::023];[QAB08::095];20031213

 

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


grudzień 2003

v.36

  Site Meter