Jedno zdumienie dziennie...

 zestawienia tematyczne 


 

 Książka z porostami.

Na półce zarezerwowanej u mnie dla książek niezwykłych ma swoje miejsce niepozorne dzieło Paula Kummera "Der Führer in die Flechetnkunde; Anleitung zum leichten und sicheren Bestimmung der deutschen Flechten" wydane przez Juliusza Springera w Berlinie w roku 1874. Po naszemu byłoby to "Wprowadzenie do nauki o porostach, wstęp do łatwego i pewnego oznaczania niemieckich porostów". Teraz nazywa się ten dział botaniki lichenologią. Jest to obszerny klucz do oznaczania porostów występujących w Niemczech, pełen łacińskich nazw i fachowych, rzadko używanych terminów botanicznych.
Niepozorność to jednak pozorna, ponieważ książka ta, oprócz rysunków botanicznych, ilustrowana jest kilkunastoma prawdziwymi porostami. Sto trzydzieści lat temu dobra ilustracja w druku była niezwykle kosztowna, a miłośnicy niepozornej flory nigdy nie należeli do krezusów. Tak więc autor dał tanią, najbardziej autentyczną ilustrację, co przedstawia się znakomicie:

 

Roślinki zachowały się znakomicie, fachowiec z miejsca rozpozna gatunek, a zwyczajny miłośnik porostów podziwiać może ich subtelności anatomiczne przy pomocy zwykłego szkła powiększającego. 
Patrzę na nie z pewnym wzruszeniem, jak na żywych wciąż przedstawicieli flory dalekiej Europy, których mam przyjemność gościć w moim księgozbiorze. 
W tle widać subtelną strukturę plechy pospolitego i u nas chrobotka reniferowego (Cladonia rangiferina), doskonale zachowaną w książce. 
Jakim cudem chrobotek reniferowy przewidział kanony renesansowej architektury na setki milionów lat przed Renesansem? 
 

A tak wyglądają w książce miseczki Xanthoria parietina; jakbym czytał z pięknego klucza prof. Zygmunta Tobolewskiego, jednego z moich świetnych nauczycieli, (Porosty, PWN, 1953) - "Miseczki pomarańczowe z jaśniejszym obrzeżeniem". 
Aż kusi, by sprawdzić, czy po stu trzydziestu latach spoczywania w mojej kolekcji urwistki lub wyrostki (sorelia i izydia) są jeszcze żywotne. 
Mam bardzo osobisty stosunek do Xanthorii. Rosnąc sobie na betonowej ścianie biologicznej pustyni, jakim był hotel pewnego instytutu naukowego w Niemczech, była moim mistycznym łącznikiem z zielonym światem. 

A trzeba powiedzieć, że porosty to niezwykłe stworzenia. Grzyb chwyta w niewolę glona, ale ten wcale nie narzeka. Symbiozę, zwaną tu z grecka helotyzmem, można uznać za najstarszy przykład hodowli, gdzie  przedstawiciel jednego królestwa organizmów żywych *) hoduje sobie organizmy należące do zupełnie innego królestwa, dla obopólnej korzyści, jak człowiek uprawiający pszenicę czy ziemniaki. Ale to sprawa warta osobnego omówienia.

*) Uważa się, że grzyby stanowią osobne królestwo świata żywego i łączenie ich z roślinami jest nieuzasadnione. 

[QZC09::020];[QAB06::113];[QAB07::863]p94

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


listopad  2003

v.36

  Site Meter