|
Piłsudski o wyjeździe z Magdeburga i kasztance w Nowym Sączu. Latem 1917 r. Piłsudski został zaaresztowany w
Warszawie i wywieziony do Niemiec i po kilku tygodniach osadzono w
twierdzy magdeburskiej i ... mianowano generałem. Nie narzekał.
Zajmował trzy pokoje, mógł sobie chodzić po ogródku, ale izolowano
od świata kompletnie. Sam pisze o sobie - "Do życia więziennego,
jak mi się zdaje, byłem urodzony. Bardzo łatwo znoszę samotność"
... Męczyła go jednak tęsknota. "Przyszedłem do przekonania, że
najprostszym sposobem pozbycia się ciężaru tęsknoty jest próba
rzucenia wspomnień na papier". I tak powstała interesująca książka,
którą otrzymałem od zapalonego Piłsudczyka, ś.p. Krzysztofa Starzyńskiego,
bliskiego krewnego sławnego Stefana Starzyńskiego, zaraz po moim
osiedleniu się w Nowej Zelandii. Miły był to gest tutejszej Polonii w
stosunku do nowego emigranta.
|
||
|
Nie mogę powstrzymać się przed zacytowaniem pięknego
opisu psychologii kasztanki Piłsudskiego, zdobywającej wraz z jeźdźcem
Nowy Sącz: "Tym razem wchodziłem do miasta bez poprzedniego ostrzeliwania. Wchodziłem spokojnie, jak za czasów pokoju. Przyjemne to było wejście do miasta — miałem tylko dużo kłopotu ze swoją kasztanką. Wysłałem do Nowego-Sącza naprzód swoich ułanów, sam zaś maszerowałem z piechotą. Belina doniósł mi, że w mieście przygotowują specjalną owację na cześć moją i mego oddziału. Podjeżdżałem do miasta już wieczorem. Kasztanka już na most na Dunajcu, podziurawiony przez wybuchy, kręciła głową, uważając, że jest zanadto niebezpieczny dla jej szanownego istnienia. Za mostem — wjazd do ciemnej ulicy z nieprzyjemnie brzmiącym pod podkowami brukiem powiększył jej przykrości. Z trwogą nastawiła już uszy. Lecz wreszcie rynek. Jasno oświetlony, czarny od tłumu. Gdym się na nim na kasztance ukazał, rozległ się krzyk całego tłumu i padły pociski z kwiatów. Tego już było stanowczo za wiele dla mojej wiejskiej klaczy, zwinęła się pode mną i chciała uciekać od owacji. Nie mało mnie kosztowało, by ją poprostu wepchnąć na rynek. Szła przez szpaler ludzki ostrożnie, nieledwie zatrzymując się co parę chwil. Czułem pod sobą, jak nieszczęśliwe stworzenie szukało ucieczki. Musiałem kasztankę ciągle pchać naprzód, tak, iż po wyjeździe z rynku poznałem i ja, że owacja coś kosztuje. Czułem doskonale, że mam nogi, tak miałem je zmęczone." A w Nowym Sączu piłsudski zgolił brodę, ku niezadowoleniu żołnierzy.. |
||
|
[A
inny, 'aztecki' portret Piłsudskiego moża zobaczyć tu] |
witrynę prowadzi |