|
Biczownictwo i polskie
zakonnice w Mińsku.
Swego czasu zabrnąłem do Brna, gdzie w niepozornym
antykwariacie nabyłem przedziwną książkę:
Der Flagellatismus
und
die Flagellanten.
Eine Geschichte der Rute in allen Ländern
von
Wm. M. Cooper.
In das Deutsche übertargen
von
Hans Dorn
Dresden 1899 [180
str.]
[pieczątka: Simon Dawidowicz]
[6.X.1942]
tytuł oryg.:
[Flagellation and the Flagellants.
A History of the Rod
in all countries from the earliest period to the present time.
[Biczownictwo i biczownicy;
Dzieje rózgi we wszystkich krajach świata] [z
księgozbioru R.
Antoszewskiego]
Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia]
|
Cooper jest pseudonimem, pod
jakim pisał James G. Bertram, udając duchownego. W 46 krótkich
rozdziałach omówił rożne aspekty biczownictwa, różne narody i ludy,
wiele mówi o wymuszaniu zeznań, a karaniu niewolników, żołnierzy,
marynarzy, zakonników, niewiernych żon, uczniów (biczowano też
panienki z dobrych domów), itd, itp.. Opisuje konstrukcję biczów,
batogów, rosyjskich knutów, niestety, nie ma ilustracji (ta wstawka u
góry pochodzi z innego źródła).
Przeglądając poszczególne rozdziały rzuciło mi się w oczy, że
jeden z nich poświęcony jest losom katowanych polskich zakonnic z Mińska.
Szokująca to sprawa.
Otóż kiedy w 1839 społeczność unicka była brutalnie likwidowana na terenach
wschodnich, niejaki biskup unicki Siemaszko podpisał 'listę' przynależności do prawosławia i w swojej gorliwości chciał skłonić
do tego samego siostry zakonne w Mińsku. Te zdecydowanie odmówiły.
Kiedy perswazje nie pomogły, biskup wezwał oddział żołnierzy i
postawił sprawę jasno - albo przechrzczenie, albo Sybir. Siostrzyczki
wybrały Sybir. W związku z tym zakuto je dwójkami w łańcuchy (na ręce
i nogi), i przez siedem dni maszerowały do Witebska. Tam pracowały
jako służące 'Czarnych Zakonnic' - wdówek po rosyjskich oficerach.
Biskup zaordynował biczowanie siostrzyczek dwa razy na tydzień, za każdym
razem po pięćdziesiąt batogów. Robiono to na podwórcu, na oczach
gawiedzi, 'czarnych zakonnic', dzieci. Ciało odpadało od kości, a
siostrzyczki musiały pracować, oczywiście. Jak któraś padała ze zmęczenia,
cucono ją biczowaniem. Zimą pomieszczeń nie opalano. Ponieważ
siostrzyczki nie poddawały się i trwały przy swojej wierze, wymyślano
inne tortury, często śmiertelne. W dwa lata po wypędzeniu z Mińska,
przeniesiono je do Połoska (Połocka?), gdzie pracowały przy budowie
pałacu dla biskupa Siemaszko. Nie będę opisywał dalszych męczarń,
ale w 1845 roku tylko cztery były zdolne do jakiejkolwiek pracy i te
postanowiono zesłać wreszcie na Syberię. Jakimś cudem zdołały uciec
w drodze i pod koniec roku, poprzez Poznań, dostały się do Rzymu,
gdzie znalazły przytułek w Scala Sancta.
Taka to polska kontrybucja do historii biczownictwa i dziejów kościoła
polskiego na wschodzie.
[QZC08::015];[QAB06::837];[QAB03::372]
|