|
Parowóz na kawę.
Parowozy, kolosy powoli wypierane z
torów przez lokomotywy spalinowe i elektryczne, miały olbrzymie kotły
wypełnione wodą, ogrzewane paleniskiem jak z obrazów Boscha. Machina
nie była wybredna co do paliwa, szła na węgiel, ale i drzewo też było
dobre, a właściwie wszystko, co się paliło.
W
roku 1929, kiedy produkcja węgla spadła w wyniku krachu ekonomicznego
a Brazylia miała olbrzymie zasoby kawy, z którą nie było wiadomo co
zrobić, ktoś wpadł na pomysł używania kawy jako paliwa do parowozów.
Lokomotywy nie narzekały, po kraju roznosił się miły zapach
kawy, trochę tylko ubarwiony swędem smoły, bo smołą na wszelki
wypadek skrapiano kawę, żeby obsługa nie brała ziarna do domu na prywatny użytek i handel pokątny.
Proste maszyny mają tę zaletę, że nie są tak wybredne i delikatne.
Pamiętam, kiedyś pewien kolega z Kórnika jechał spod Poznania do
domu i zabrakło mu benzyny. Na szczęście miał w bagażniku butelkę
wódki. Wlał do baku, 'moskwicz' nawet się nie zakrztusił, i na wódce
dojechał do domu. Ciekawe, jak by się w takiej sytuacji zachowała np 'lancia'.
[QZC08::008];[ART27::20]28
|