Jak rozkoszować się tytoniem. 

Gonzalo Fernandez de Oviedo, gubernator wojskowy Hispanioli tak opisywał obserwowany przez niego pewien obyczaj praktykowany przez tuziemców: "Obok innych diabelskich praktyk, Indianie oddają się jednej, szczególnie szkodliwej: Wdychają pewnego rodzaju dym, który nazywają tabaką, by popadać w stan zamroczenia. Ich wodzowie używają rurki w kształcie litery 'Y', wypełnione zapalonym zielem i wsadzają je rozwidlonym końcem do dziurek w nosie ... W ten sposób wchłaniają dym aż do utraty przytomności, wreszcie zwalają się na ziemię jak ludzie kompletnie upici.." 
Niezwykła różnorodność sposobów raczenia się tytoniem wynikała między innymi z różnorodności klimatu krain zamieszkałych przez Indian. W Andach, gdzie trudno palić ze względu na wysokość położenia, przyjęło się głównie niuchanie, czyli zażywanie tabaki. W Amazonii, gdzie trudno było o ogień ze względu na wilgotność, tabakę pobierano jako napój. Czasem różne sposoby odurzania się istniały równolegle, jeden na co dzień, drugi do celów magicznych. 
Najstarszym sposobem spożywania tytoniu było żucie. Suszone liście tytoniu mieszano z solą lub popiołem, formowano z nich zwitki lub gałki i wkładano pod język lub pomiędzy dziąsło i policzek. Stopniowo wyzwalane soki mieszały się ze śliną i spływały do przełyku. 
Inny sposób, to picie tytoniu jak herbatę. Liście tytoniu gotowano i napar pito albo ustami, i co nam wydawać się może dziwne, także nosem. Był to szczególnie lubiany sposób przez szamanów. Pozwalał na pobieranie bardzo skoncentrowanego wyciągu i uzyskiwanie głębokiego odurzenia, a także umożliwiał dodawanie do płynu innych roślin odurzających. Czasem szamani doprowadzali się tym sposobem do kompletnego odurzenia, paraliżu, a nawet śmierci. Jako specjalny dodatek, istotny w praktykach szamańskich, była domieszka płynów pobranych od zmarłego, poprzedniego szaman plemienia. Było to nabieranie mocy z zaświatów, praktykowane zresztą i na inne sposoby. Picie tytoniu ułatwiało duchowy kontakt ze zwierzętami, które miały być celem polowania. Tytoniowe krople na oczy ułatwiać miały widzenie w ciemności, traktowano więc nimi także oczy psów przed polowaniem. 
Inny, dziwny dla nas sposób, to pobieranie tytoniowego naparu przy pomocy  lewatywy. Używano do tego celu rurek trzcinowych czy kości długich, czasem zaopatrzonych w balonik ze zwierzęcego pęcherza. 
Inny jeszcze wariant raczenia się tytoniem, to lizanie, popularne szczególnie w cywilizacjach Indian południowoamerykańskich. Tytoniowy napar podgęszczano na ogniu do syropu lub galarety, dodawano popiołu alkalicznego, czasem też maniokowej skrobi. 'Budyniem' takim smarowano dziąsła, lub po prostu brano na palec i lizano. Często noszono przy sobie porcje takiego syropu w małych naczyńkach zawieszonych na szyi. Bardzo powszechnym było zażywanie, czyli niuchanie tabaki. Ten nawyk, tak powszechny potem w Europie, to nabytek amerykański. Tabakę do niuchania przygotowywano z wysuszonych liści tytoniu, które proszkowano, tworzono odpowiednie mieszanki, często dodając inne narkotyki, jak na przykład liście coca. Proszkiem napełniano butelki kałabaszowe lub tykwy w podobny sposób, jak nasi przodkowie używali rożki i tabakiery. Proszek tabaczany wciągano do nosa z trzcinowych rurek, notable miewali sprzęt bardziej reprezentacyjny, jak ta oto srebrna, ozdobna rurka inkaska (p. ilustracja u góry). Dla podniesienia efektu posługiwano się też widełkowymi rurkami, gdzie oba ramiona wypełniano tabaką i wkładano do dziurek w nosie niuchając przez obie dziurki równocześnie. Często też kompani obsługiwali się wzajemnie niuchaniem, nie tak jak u nas, przez poczęstunek, ale przez wdmuchanie proszku jeden drugiemu do nosa. Służyły to tego odpowiednio długie rurki (odpowiednik medycznych insuflatorów = proponuję polskie słowo - niuchajki), jak na ilustracji poniżej).
Na jeszcze jeden sposób wpadli Aztekowie. Pobierali mianowicie tytoń przez .. stopy. Moczono nogi w naparze z liści tytoniu, które pozostawiono przez jakiś w rowie, żeby pospacerowały po nich mrówki, następnie dodawano utarty na proszek sepentynit i krzemień, wraz ze zwęglonymi odchodami lisa. Działa świetnie na podagrę, ale może tylko aztecką. 
Jest jeszcze pewien sposób delektowania sie tytoniem, sam go widziałem w Bangkoku, ale nie nadaje się do opisania bez obrazy boskiej.. (O paleniu tytoniu będzie osobno.)

[QZC07::064];[QNK15::042];[QNK15::044];[RCP05079\07\116-7

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


wrzesień 2003

v.28

  Site Meter