|
Australijska przekąska.
Amatorom egzotycznego jedzonka polecam wyskok do środkowej
Australii, np. do Napperby w Terytorium Północnym. Z Sydney
leci się do słynnych Alice Springs, a potem samochodem po drogach i
bezdrożach jakieś 200 - 300 km na północny wschód. Bywają tam jeszcze
gospodarki, trudno powiedzieć rolne, raczej pustynne, o powierzchni pół
miliona hektarów. Żeby wyżyć na pustyni australijskiej, trzeba ją
doskonale znać.
A Aborygeni żyją tu już ładne kilkadziesiąt tysięcy lat. Mieli czas
nauczyć się, metodą prób i błędów, co można jeść, żeby przeżyć
i nie otruć się. Ci, którzy się potruli, przekazali w ten radykalny
sposób cenne
informacje, czego jeść nie można, ci którzy żyją, wiedzą co można i jak.
Niełatwo na pustyni zaspokoić zapotrzebowanie na białko, stąd każde białko
jest dobre. I tak na przykład członkowie plemienia Warlpiri i Anmatyerr
w tych stronach nauczyli się szukać i przyrządzać larwy szarej ćmy Xyleutes
biarpiti (Cossidae). Najpierw trzeba poszukać na pustyni krzewy akacji Acacia
kempeana. W korzeniach tej akacji żyją larwy, bardzo pożywne, tłuste i
prawie same białko.. Sztuka jednak polega na tym, jak wyszukać korzeń z
larwami i jak się do nich dobrać. Jak wiadomo, rośliny pustynne mają
bardzo rozwinięty system korzeniowy.
Miejscowi robią to w ten sposób. Wybierają się na pustynię z długim
na 1.5 m prętem żelaznym, jakby łomem, z jednej strony zakończonym
ostrym szpikulcem, z drugiej zakończonym na płasko. Obchodzi się dookoła
krzewu akacji i wbija łom w ziemię. Można wyczuć, jak się natrafi na
korzeń. Ale nie każdy korzeń ma smaczne larwy, należy więc odróżnić
larwonośne korzenie od zwykłych. Okazuje się, że sprawny zbieracz odróżnia
po echu korzenie, w których jest larwa. Dźwięk jest bardziej głuchy.
Wtedy opłaca się wykopać korzeń i płaskim końcem łonu okorować go,
aż dotrze się do białawej, dużej, pięciocentymetrowej larwy. Bywa, że
spod jednego 2-4 metrowego krzewu uda się wybrać dziesięć larw. Larwy
piecze się na węglach. Mają smak przypominający orzechy, uzupełniony jakby
smakiem żółtka jaj.
O ile mi wiadomo, larw tych nie eksportuje się tymczasem. Nawet nie ma
ich w Nowej Zelandii. Sam tam jeszcze nie byłem, ale może kiedyś..
Kitty znalazła akurat smakowitą larwę (widać
narzędzie pracy). [QZC07::047]p205,7;QCP05099\08\88no
|