Zabijanie po francusku (drobiu).

Mam w swojej kolekcji mocno sfatygowaną częstym używaniem książkę kucharską, ulubioną lekturę wszystkich gospodyń domowych przez wiele dziesięcioleci, szczególnie w Galicji. Ciągle czuć w niej zapachy kuchenne i przyprawy. Jest to:

KUCHARZ KRAKOWSKI
dla
OSZCZĘDNYCH GOSPODYŃ.
Smaczne i tanie obiady dla domów obywatelskich,
z uwzględnieniem higieny i dyetetyki, 
z podaniem dyspozycyj
na stósowne obiady każdego dnia całego roku, sposobu podawania potraw, ubierania stołu i przyjmowania gości. 
Praktyczne przepisy do ciast, legumin, konfitur, likierów, marynat itp.
Ważne wskazówki do gospodarstwa domowego oraz konserwowania i przechowania w należytym stanie różnych przedmiotów na podstawie wieloletniego doświadczenia i według wzorowych dzieł
ułożone przez
Maryę Gruszecką.
Wydanie czwarte.
KRAKÓW
Nakładem księgarni J. M. Himmelbauma,
Warszawa: G. Centnerszwer. 
[b.r., 392 str.]

(z księgozbioru R. Antoszewskiego, 
Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia)

A w niej taką oto ciekawostkę:

Zabijanie drobiu.

"Francuzi zupełnie inaczej zabijają drób, a mianowicie otwierają dziób i za pomocą wąskiego, a ostrego noża, robią cięcie w tylną część szyi; tym sposobem przecinają zwierzęciu kość pacierzową, skutkiem czego następuje natychmiastowa śmierć. Poczem wieszają za nogi, aby krew ściekła. Skubią jeszcze ciepłe, nie maczając w ukropie, ażeby mięso było bielsze." 
Ciekaw jestem, czy to jest w dalszym ciągu praktykowane. 

Jest też interesujący 'Sposób przeciw szwabom i prusakom' (bez obrazy). 
Otóż należy "w miejscach gdzie się znajdują, zamykać na noc kaczki, które tępią je bardzo żarłocznie." 
Są też setki innych przepisów, ale najciekawsze, wzruszające wręcz, są dopiski użytkowniczki. Wiele recept dodatkowych wpisano na osobnych kartkach różnego rodzaju i w wolnych miejscach książki. Jest tu "Przepis na wino z żyta", "kwas cytrynowy", też instrukcja, że 'karpia trzeba wypaproszyć, ale z wierzchu nie skrobać i niech tak leży ½ dnia jeżeli mały..'. I jeszcze 'Piernik doskonały', 'Anszpik z indyka', 'Słodkie danie z kasztanów' (chyba naszych, bo zaleca się wielokrotne płukanie). Z jakichś niepojętych względów, na niektórych przepisach napisano dużymi literami: "TY MAŁPO!" 
A na specjalnym, herbowym papierze, z wytłoczoną pięciopałkową koroną i pięknym wzorkiem, jest starannie wypisana recepta na 

'Wódkę pomarańczową' 

gdzie czytamy: "Bierze się 10 skórek pomarańczowych, a pomarańczyków za 5 kop., skórki się sparza wodą i zeskrobie się to białe, a pomarańczyki przetłukują się, nalewa się 1 ½ kw. okowity na skórki i moczy się przez tydzień, potem zlewa się ta wódka, dodając do niej 3 kw. jeszcze okowity. Nalewa się na te same skórki 1 ½ kw. wody i moczy się 1 tydzień, potem upala się ½ f. cukru i zapala się te wódkę, a wodę moczoną nalewa się 1 ½ f. cukru i zagotuje się razem, potem zlać wszystko razem, wymięszać i jest gotowe. Można sklarować przez bibułę." 
(skróty prawdopod.: f. - funt, ok. pół kg; kop. - kopiejka?; kw. - kwarta, litr)

Szczególnie piękna jest to okowita i zapalanie wódki. Sam to pamiętam..

[QZC07::051][QAB08::088]p338

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
sierpień 2003

v.26