Internetowa wirusologia porównawcza.

Wirusy, to nic innego jak skondensowana paczka informacji, której forma istnienia jest taka sama, jak istnienie planu architektonicznego, schematu obwodu radiowego, receptury farmaceutycznej czy kucharskiej, albo planu konstrukcji helikoptera lub odrzutowca. Paczki te złożone są z elementów o różnej naturze fizycznej, które same w sobie nic nie znaczą. Kropka na planie architektonicznym nic nie znaczy, tak samo jak kreska na schemacie radiowym, czy wiązanie chemiczne w kryształku wirusa. Wzajemny układ poszczególnych elementów jest tu najważniejszy, i to wyłącznie w odniesieniu do struktur czy sytuacji, w której wirus czy plan ma się realizować. 
Wirusy jednak tym różnią się od wymienionych tu paczek informacji, że obdarzone są dodatkowo 'wolą istnienia i namnażania się'. Jak samolubny gen, robią wszystko, by trwać, gotowe są dokonywać wewnętrznych zmian, przekonstruowywać się, po to, by przetrwać i opanowywać, wciągać w sferę swojego oddziaływania jak największą ilość elementów świata, w którym wypadło im istnieć. O ile mi wiadomo, plany architektoniczne czy radiowe takiej upartości nie wykazują, chociaż nie jestem tego pewien. Warto by tu przestudiować istotę trwałości stylów architektonicznych czy mody. 
Z tego względu uważanie wirusa za istność martwą jest nieporozumieniem. Jest to istność jak najbardziej żywa, ale tylko w swoim środowisku. Tak jak ryba jest żywa w morzu, gdzie korzysta z całego katalogu parametrów ekologicznych, tak wirus jest żywy w komórce, gdzie rozporządza się całą maszynerią metaboliczną. 
I tu dochodzimy do sedna internetowej wirusologii porównawczej. Tak jak wirus roślinny czy zwierzęcy składa się z atomów ułożonych w przestrzeni w taki sposób, że układ ten umożliwia namnażanie się, o ile spełnione są odpowiednie warunki, tak wirus sieciowy składa się z sekwencji impulsów, które w odpowiednim środowisku informacyjnym 'nabierają życia', namnażają się, panoszą się, przekształcają środowisko informacyjne na swoją modłę. Przez czas nieograniczony mogą być zamrożone w postaci sekwencji parametrów fizycznych na jakimkolwiek nośniku, przykład na dysku magnetycznym, mogą być zapisane na papierze, czy na dysku z 'wyżerkami lazerowymi'. Tak samo jak wirus może istnieć w postaci krystalicznej, czy też w postaci modelu fizycznego, czy chemicznego zapisu strukturalnego. 
Wirusy przeniesione do zupełnie innego środowiska nie mają żadnego wirusologicznego sensu. Roztwór wirusa mozaiki tytoniowej możemy spokojnie używać jak sos do kotletów, jeśli odpowiada nam smak, sekwencję kodu SoBiga można łatwo przekształcić w melodyjkę, i wysłuchiwanie jej nie przyniesie nam żadnej szkody, nawet jeśli w pomieszczeniu będzie komputer (ciekawe, czy to ktoś zrobił - pewnie na ucho byłoby znacznie łatwiej wykrywać groźne sekwencje, niż maszynowo..). 
Jest jeszcze w tej wirusologii porównawczej pewna pikanteria natury, powiedzmy teologicznej, lub teobiologicznej. Otóż zakłada się, że biowirusy powstały spontanicznie, jak wszystko czego dokonał 'Ślepy Zegarmistrz', czyli Przyroda. Nie słyszałem o spontanicznym powstaniu wirusa komputerowego. Zawsze twórcą jest 'Istota Wyższa' w stosunku do komputera, czyli człowiek. Ale to pewnie tylko kwestia czasu. Teoretycznie nie ma przeszkód, żeby program komputerowy nie zmutował w wyniku różnych 'mutagennych' czynników, jak niespodziewana przerwa w zasilaniu podczas utrwalania pliku, zniekształcenia dyskietki czy płyty. 
Można zadać sobie pytanie, czy mogą być wirusy 'dobroczynne'. Pewnie mogą, ale musiały by być tworzone przez także dobroczynne 'Istoty Wyższe', a wygląda na to, że w światku komputerowym chyba ich nie ma. 
Medycyna, wirusologia i biologia molekularna poczyniły w ostatnich latach olbrzymie postępy w zakresie rozpoznawania, odrzucania i zwalczania wirusów. Czy nie należałoby poszukać pomocy specjalistów u wirusologów w walce z internetową zarazą?  
Osobnym zagadnieniem jest psychologia, czy motywacja tej 'Istoty Wyższej', generującej wirusy sieciowe, ale to już zupełnie inne zagadnienie, obnażające ciemną stronę natury ludzkiej - człowieka, jako istoty skłonnej do robienia bezinteresownego zła (o czym była już mowa poprzednio).  

Esej przewidziany jest dla umieszczenia na stronie  Zagadnienia Kultury Internetowej. 
(15.8.2003) 

[w tle wirus ORF widziany pod mikroskopem elektronowym (z małym uzupełnieniem)]
[QZC07::037];[QAB03::733]p184

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
sierpień 2003

v.26