Ryby w kopalni.

Gaz kopalniany by zmorą górników od samego początku górnictwa węglowego. Zniszczenie lasów i lawinowy wzrost liczby ludności w Anglii szesnastowiecznej zmusił jej mieszkańców do zastąpienia węgla drzewnego, węglem morskim, bo tak wtedy nazywano węgiel kamienny. Rozwinęło się górnictwo węglowe i po wyczerpaniu zasobów powierzchniowych czy klifowych, sięgano coraz głębiej pod ziemię po czarne złoto. W miarę pogłębiania szybów węglowych, powstawały trudności, z jakimi nie spotykano się na powierzchni. Były nimi trzy rodzaje czadu kopalnianego - 'czad duszący', 'czad biały', i 'czad palny'. Teraz wiemy, że czad duszący, to dwutlenek węgla, czad, nie wiadomo dlaczego biały, to tlenek węgla, a czad palny - to metan. 
Na ten ostatni próbowano radzić sobie różnymi sposobami, ale wszystkie były nieskuteczne, jak długo do kopalni trzeba było wchodzić z kagankiem, pochodnią czy świecą. A w ciemności pracować w kopalni przecież nie można. 
I tak już w siedemnastym wieku w Anglii eksperymentowano w kopalniach z .. rybami. Był to czas, kiedy zaczęto sprowadzać różne egzotyczne zwierzęta, miedzy innymi ryby świecące, tzn. posiadające zdolność bioluminescencji. Bioluminescencja, to światło bez ognia, na dodatek w wodzie, więc spowodowanie zapłonu metanu przez rybkę jest wykluczone.  
Nie znam szczegółów technicznych w jaki sposób posługiwano się świecącymi rybami pod ziemią, ale widocznie rzecz okazała się zbyt skomplikowana i nieopłacalna. Prób zaniechano, metoda się nie przyjęła, ale pamiętać o pomyśle warto, jako o jeszcze jednej próbie praktycznego zastosowania biolumnescencji. 

[QZC07::036];[QRE01::185]p51

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
sierpień 2003

v.26