Znamienne kłamstewko wydawnicze.

Taką oto, piękną książkę kupiłem ćwierć wieku temu w Olsztynie: 

    

Nowo wydany
Kancyonał Pruski,
Zawieraiący w sobie
Wybór Pieśni
Starych i Nowych,
W Ziemi Pruskiey i Brandenburskiey zwyczaynych,

Z wyrokami Pisma Ś.
nad każdą Pieśnią z gorliwemi
Modlitwami Kościelnemi, pospolitemi i osobliwemi wszystkim wobec
służącemi, a oraz też z potrzebnemi Reiestrami
Z Przedmową nauczaiącą
Jakim sposobem tego Kancyonału każdy ku zbudowaniu swemu zażywać ma.
W Królewcu
Drukował kosztem swoim Hartung
1915.

[882 + 36 + 24 nlb. + 64 + 16 str (9 x 18 cm)]
Na grzbiecie oprawy wytłoczono: Gesangbuch.

z księgozbioru Romana Antoszewskiego
Titirangi, Nowa Zelandia


Gruby tom, wydany w Królewcu wcale nie tak dawno, w czasie bardzo napiętych stosunków polsko-niemieckich, złożony piękną szwabachą po polsku za specjalnym przywilejem króla Fryderyka Wilhelma wydanym osobiście wydawcy w 1738 roku,  Johannowi Heinrichowi Hartungowi. Jan Henryk Hartung (1699 - 1756) był pierwszym z długiej polskiej dynastii  księgarskiej, która prowadziła działalność księgarską i wydawniczą w Królewcu aż do 1934 roku, kiedy to została zamknięta przez hitlerowców. 
Oto tekst przywileju królewskiego, ze wszystkimi tytułami jego majestatu, oraz wyraźnym określeniem praw do druku i sprzedawania religijnych książek w języku polskim w Prusiech i Brandenburgii. 

Za łamanie przywileju groziła kara 100 dukatów, co było sumą niemałą. Hartungowie niezbyt pilnie trzymali się polecenia królewskiego i w czasie Wiosny Ludów zajmowali się nie tylko tematyką religijną, ale wydawali też pismo w duchu demokratycznym. Firma straciła za to pozycję drukarni nadwornej i zrujnowany finansowo właściciel  musiał ją sprzedać. Funkcjonowała jednak pod starym nazwiskiem aż do hitlerowskich czasów.   
Sam tekst pisany jest staranną polszczyzną osiemnastowieczną z niemieckimi wstawkami - tytułami poszczególnych pieśni - widocznie dla ułatwienia niemieckojęzycznym wiernym wspólnej modlitwy z Polakami. 


 

Warto zwrócić uwagę na pewien szczegół wydawniczy. Otóż wydawca wiedział, że polska książka w Prusach czy Brandenburgii może być czymś niebezpiecznym i lepiej nie eksponować jej zbyt wyraźnie obcym. Napis na grzbiecie brzmi "Gesangbuch", nie "Wybór Pieśni'. Dwadzieścia lat później bojówki hitlerowskie wpadały do domów polskich Mazurów, dowody polskości były dewastowane, właściciele nierac pobici.. A jeszcze kilka lat później, za polskie książki szło sie dobozu koncentracyjnego.. 
Książka z napisem niemieckim była znacznie bezpieczniejsza. 

 

[QZC07::030];[QAB04::705];[QAB04::256]p862

  


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
sierpień 2003

v.26