flaga talibów Mohammada Omara
 (1996-2001)


Budda z Bamjan i Puszczykowo.

A wszystko zaczęło się tysiąc siedemset lat temu. Potężny król Kaniszka (panował od roku 78 przez ponad 20 lat), władający całą północną częścią subkontynentu indyjskiego bardzo opiekował się nauką i sztuką. W jego stolicy Puraszapura (obecnie Peszawar w Pakistanie) swobodnie żyli wyznawcy chrześcijaństwa, hellenizmu, zoroastryzmu, hinduizmu i buddyzmu, ale król bardzo popierał buddyzm i był gorącym wyznawcą Siddartha Gautamy, zwanego Buddą Oświeconym. Za jego panowania rozpoczęto prace nad monumentalnym pomnikiem Buddy na zboczach Bamjan, u stóp Hindukuszu. Prace zakończono dwieście lat potem i Bamjan stał się ośrodkiem kultu Buddy. Mieścił się tu także wykuty w skale cały labirynt cel i dużych pomieszczeń obrzędowych. Gościło tu ponad tysiąc mnichów buddyjskich. 
Tak rzecz się miała, z pewnymi wahaniami,  przez wiele stuleci, aż Afganistan opanowali, w wyniku przedziwnych układów polityki światowej, skrajnie nietolerancyjni muzułmanie - talibowie. Uważali, że istnienie jakichkolwiek pomników związanych z innymi wyznaniami na terenie ich panowania jest policzkiem wymierzonym w prawowiernym muzułmanom i po prostu postanowili rzecz załatwić raz na zawsze - zniszczyć wszystkie pomniki Buddy, w tym także olbrzymi, największy w skali światowej posąg Buddy wykuty w skałach Bamjan. Olbrzymi był to pomnik - mierzył 53 metry (inny pomnik mierzył 36 metrów). Rozkaz zniszczenia przyszedł od mułły Mohammeda Omara - przywódcy talibanów. Mimo protestów opinii światowej, także muzułmańskiej, mimo osobistej interwencji Kofi Annana, podłożono pod pomnik środki wybuchowe i wysadzono go w powietrze w 8 marca 2001 roku. 


A tu można zobaczyć poszczególne momenty 'operacji Budda'.

Całość zamieniła się w kupę gruzu: 

Rządy skrajnych muzułmanów w Afganistanie skończyły się, szkody zostały dokonane. 
We wielu krajach podjęto rożne inicjatywy odtworzenia pomników. Tymczasem rzecz wikła się. Nie wiadomo kto gdzie rządzi, nie wiadomo kto ma pieniądze, nie wiadomo, czy można podjąć próby restauracji wobec płynności sytuacji w rejonie Bamjan. 
Dlatego za rzecz niezwykle piękną uznać trzeba ideę odtworzenia (choć tylko w skali 1: 9) posągu Buddy w... Polsce. Kopia ma powstać w Ogrodzie Tolerancji Muzeum Arkadego Fiedlera, autora przepięknych, znanych wszystkim przyrodnikom książek podróżniczych, w Puszczykowie koło Poznania. 
Losy Buddy w Bamjan są tragicznym przypomnieniem prawdy, że kto zaczyna niszczyć symbole religijne, dzieła sztuki, budowle sakralne, prędzej czy później 'dorośnie' do ludobójstwa.. Historia, także najnowsza, zna wiele tego rodzaju przykładów. Wobec skurczenia się świata, chyba musi dojść do zorganizowania światowej prewencji sztuki i obiektów historycznych - będzie to także, w myśl powyższej reguły, prewencją ludobójstwa. Oczywiście będzie wiele hałasu na temat wolności, bo absolutnej wolności najgłośniej domagają się przeciwnicy wolności. 
Gdyby jakiemuś rządowi, choćby najbardziej demokratycznie powołanemu 'wolą narodu', przyszło do głowy wysadzać w powietrze piramidy, katedrę w Kolonii, obóz w Oświęcimiu lub Kreml, jestem za najbardziej zdecydowaną interwencją wojskową, choćby pod wodzą Busha, jeśli ONZ by była tak niemocna, jak jest teraz.. 

[QZC06::073];[QNT81::134];[QNT58::040]

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
lipiec  2003

v.22