Jedno zdumienie dziennie..



Transport wódy. 

Transport napojów alkoholowych nastręcza zawsze trudności i związany jest z dużym ryzykiem. Tym większy powstaje problem, gdy wódę trzeba przetransportować do więzienia, gdzie po drodze jest się narażonym na kontrole i różne niepotrzebne szykany. Pomysłowy sposób transportu alkoholu do więzienia opisuje pewna więźniarka rosyjska, znająca łagry syberyjskie lat 50-tych z własnego doświadczenia. 
Więźniowie pracujący poza łagrem mieli możliwość zaopatrzyć się w alkohol przez pośredników, ale chodziło o przyjaciół nie wypuszczanych do pracy na zewnątrz. Opracowano w tym celu genialny i prawie niezawodny sposób. Osoba wybrana na 'transportera' połykała prezerwatywę przymocowaną do gumowego wężyka. Przy połykaniu koniec wężyka trzeba było trzymać w zębach, żeby nie wpadł razem z prezerwatywą do żołądka. Następnie pompowano do prezerwatywy tkwiącej w żołądku alkohol. Doświadczenie wykazało, że pojemność takiej żywej cysterny wynosi około trzech litrów. 
Tak napompowany 'transporter' wracał do więzienia, gdzie uszczęśliwieni kompani wieszali go za nogi pod sufitem, podstawiali miskę i spuszczali alkohol z żołądka co do kropli, jak juchę z prosiaka. Na pierwszy rzut oka skomplikowana i niemiła to procedura dla żywej cysterny. Ala za to jaka radocha, kiedy cały barak mógł zalać się w pechę i zapomnieć o ponurej rzeczywistości. Było jednak z tym związane pewne ryzyko. Wiadomo, prezerwatywy pękają. O ile w normalnych warunkach pęknięta prezerwatywa oznacza często poczęcie życia, w tej sytuacji jednak oznaczała definitywny koniec dla więźnia. Żaden ochlapus nie wytrzyma nagłego pojawienia się w żołądku trzech litrów spirytusu. Ale i tak było to lepsze wyjście, jeśli brać pod uwagę alternatywę, śmierć z wycieńczenia lub od tortur. 

Nie mam zdjęcia ilustrującego ten proceder, ale myrmekolodzy znają podobną metodą praktykowaną przez pewne gatunki mrówek. Wymyśliły to wiele milionów lat temu z pożytkiem dla swoich kompanów. Pewne osobniki pełnią rolę żywych cystern, pełne wody lub wydzielin mszyc zawisają pod sufitem i służą spragnionym mieszkańcom mrowiska. Zawisają jednak normalnie, łebkami do góry i płyn przekazują z pyszczka do pyszczka. Procedura niewątpliwie bardziej kulturalna i humanitarna, powiedziałbym. 

 

[QZC06::045][TZE03::224];[RIO23::011];RCP05028\197

 


witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
czerwiec 2003

v.22