Cukierki leśne.

Wiele, wiele księżyców temu, mały Nanabush wybrał się wczesną wiosną ze swoją babcią do lasu. Babcia, obeznana z drzewami, kwiatami i leśną zwierzyną pokazała małemu Nanabushowi, jak trzeba naciąć korę klonu, wsadzić w nacięcie patyczek, poczekać chwilę, wtedy zacznie się sączyć sok i kropelki soku można łapać prosto do ust. Kiedy Nanabush posmakował kilka kropel, bardzo mu się to spodobało, stwierdził że sok jest bardzo smaczny i słodki, i cieknie bez końca. Był jak złotawy nektar kwiatów. Po jakimś czasie jednak, kiedy przemyślał rzecz, wspiął się na wierzchołek drzewa i zlał obficie wszystkie drzewa wodą. Sok w dalszym ciągu skapywał z zatkniętych sączków, ale był wodnisty i nie tak słodki. Spytała go babcia, czemu to zrobił. Na co mądry Nanabush rzekł, że słodycz ta jest zbyt łatwa do zdobycia, rozleniwi jego lud, co będzie miało katastrofalne skutki. Tak powiada o klonowym syropie stara legenda kanadyjskich Indian. 
Biali emigranci kanadyjski zastali drzewa klonowe już po zabiegu mądrali Nanabusha - sok cieknie obficie, ale jest wodnisty i wymaga podgęszczenia, żeby mógł zastąpić kolonistom kosztowny bardzo cukier. I tak powstała tradycja wiosennych wycieczek do lasu dla zbierania klonowego soku. Jak tylko temperatura podniesie się nieco i drzewa poczują wiosnę, system korzeniowy zaczyna wysyłać do części nadziemnych wielkie ilości zmagazynowanych cukrów dla odbudowy aparatu liściowego. Na to właśnie czekają Kanadyjczycy. Wybierają się zbiorowo do lasu, zbierają sok klonowy, podgęszczają go nad ogniskiem, i tak powstaje słynny syrop klonowy, nawet teraz, przy taniości cukru, ważny produkt naturalny Kanady. 
A liść klonu, o szlachetnym niezwykle zarysie, dostąpił niebywałego zaszczytu - stał się oficjalnym herbem Kanady i widnieje, jako główny motyw, na kanadyjskiej fladze.
A gdzie tu cukierki leśne?
Na załączonej reprodukcji obrazu (Snyder?) widać kanadyjskich wycieczkowiczów wiosennych z przed ubiegłego wieku. Podgęszczają nad ogniskiem syrop. Ale zdarzało się, że nagle wracał mróz i wtedy dziatwa miała uciechę. Pecynki podgęszczanego syropu przekształcały się w mrożone cukierki, a także wyciek z pni przekształcał się w słodkie sople.
Jako ciekawostkę, już nie etnograficzną, ale zoologiczną dodać można, że ptaki na wyspach północnej Japonii także poznały się na zaletach wiosennego wycieku soku drzew. Po zimowych zawieruchach z połamanych gałęzi wycieka sok, który marźnie w słodkie sople. Na to tylko czekają ptaki i raczą się soplową słodyczą, co zostało zadokumentowane na pięknym filmie wykonanym dla BBC kilka lat temu. 

   


Klon cukrowy (Acer saccharum) 

źródło

[QZC06::033]dir;[QNT29::054];QCP05096\10\194;

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
czerwiec 2003

v.22